Zerwane więzi, czyli co się dzieje ze "Star Wars: The Next Generation"

Autor: Nelani
Korekta: Hagath
12 stycznia 2013

Han, Luke i Leia odeszli do lamusa. Od dawna universum Gwiezdnych Wojen ratowane jest przez ich potomków, ze wszystkimi wadami poprzedników oraz kilkoma zupełnie nowymi, stworzonymi przez autorów specjalnie na potrzeby młodego pokolenia. Jaina, Jacen oraz mały Anakin godnie przejęli schedę po rodzicach i z dumnie podniesionymi czołami ratowali wszechświat przed Imperialnymi Admirałami (we wczesnym niemowlęctwie) szalonymi Jedi (2 - 4 lata) Yuzhann Vongami (15 - 17), a nawet samymi sobą (Pojedynek bliźniąt, którym Troy Denning i reszta ekipy pozwolili wreszcie przekroczyć wiek nastoletni). Zanim jednak zdołaliśmy przyzwyczaić się do  tego przejęcia władzy, na scenę wkroczyły najnowsze nabytki dynastii Solo-Skywalker tworząc wraz z resztkami potomstwa Hana i Leii wielopokoleniową Trójcę Mocy w składzie: Jaina, Ben i Allana vel Amelia Solo. Następnie twórcy zaserwowali nam kilkudziesięcioletni przeskok w czasie i... coś czego nie spodziewaliśmy się dostać nigdy w Gwiezdnych Wojnach - rozpad najsłynniejszej rodziny świata. Cade Skywalker nie znający swojej matki, śmierć jego ojca we wczesnej młodości,  brak wiadomości o reszcie członków rodziny i to nawet mimo oczywistego wniosku że imperator Roan Fel jako potomek Jaggeda Fela musi być praprawnuczkiem Jainy Solo. W dodatku do wszechświata zupełnie znikąd wpada Ania Solo, bezsprzecznie spokrewniona z Hanem Solo, a mimo to z drzewem genealogicznym w Mrocznej Puszczy domniemań. Jaka drastyczna zmiana! Rodzina Solo i Skywalker ze swoimi monogamicznymi ideałami, troską o dzieci, wręcz chorobliwym przywiązaniem do członków swojej rodziny, powiązani w dodatku mocnym węzłem Jasnej Strony nagle w przeciągu kilkudziesięciu lat tracą się z oczu i radarów Mocy. Co się wydarzyło w tym pozostającym białą plamą okresie między ostatnim tomem Przeznaczenia Jedi a pierwszym tomem komiksowej serii Dziedzictwo?

Pytanie to możemy rozważać na dwóch płaszczyznach. In Universe wszystko możemy złożyć na karb destrukcyjnej siły, która zamiast coraz bardziej jednoczyć Rodzinę, rozsadza ją od środka. Spiralę przemocy zapoczątkował Anakin Skywalker, który pragnąc uratować ukochaną zatracił własne człowieczeństwo i niechcący doprowadził do jej tragicznej śmierci. Zbyt wiele miłości oraz przywiązania, połączone z władzą jaką dawała Moc, a także odpowiedzialnością za Galaktykę oraz wszystkie jej istoty, doprowadza do powstania niszczycielskiej zarazy, która przekazywana z pokolenia na pokolenie niszczy bohaterów od środka. Doskonale pokazuje to filmowa scena w Jaskini na Dagobah, gdzie Luke, walcząc i zabijając swojego ojca, tak naprawdę pokonuje samego siebie. Pierwszy Jedi nowego pokolenia szkolony przez Obi-Wana i Yodę, którzy pamiętali dramat Anakina, pokonuje ostatecznie złe dziedzictwo Skywalkerów i w ostatniej chwili rezygnuje z walki z własnym ojcem ostatecznie przeciągając go na Jasną Stronę. Niestety, mimo tego, kolejne pokolenie, nie tak silne Mocą jak  Luke, dało się złapać w pułapkę, którą kiedyś zastawił na Anakina Lord Sidious. Po bohaterskiej śmierci Chewiego, w obronie najmłodszego Solo czuł się on tak winny, że gdy tylko nadarzyła się okazja "spłacił swój dług" w jedyny sposób, który genetycznie znał oraz rozumiał - własną śmiercią i poświęceniem. Kilkanaście lat później Jacen Solo, biorąc na swoje barki odpowiedzialność za całą galaktykę (kolejne fatum rodziny Skywalkerów), poświęca Marę Jade na ołtarzu pokoju we wszechświecie, by niewiele późnej zginąć z rąk własnej siostry bliźniaczki, wybranej do tego zadania niemal jednogłośnie i bez sprzeciwów rodziców, jakby bratobójstwo było zupełnie akceptowalnym w tym układzie sił sposobem rozwiązywania problemów. Destrukcyjna siła w końcu doszła do głosu i rozsadziła rodzinę od środka, przedstawiając komiksowej serii Legacy jej żałosne, tułające się po Galaktyce resztki w ciągłym nie dającym się zaspokoić pragnieniu naprawienia wszystkiego.

Tylko, że mało kto uwierzy, by napędzane pieniędzmi wydawnictwa książkowe i komiksowe robiły sobie cokolwiek z górnolotnych tonów, w jakie czasem popadają fani Star Wars. Patrząc na zagadnienie z perspektywy szarej prozy życia przyznać musimy, że rozbieżności w kanonie wyniknęły przede wszystkim z różnicy między medium, jakim jest komiks, a literaturą, bądź co bądź, piękną, do której pretendować chcą powieści z pod znaku Star Wars.  Komiks opiera się na bardziej ekspresyjnych środkach wyrazu. Bohaterowie są zdecydowanie bardziej wyraziści,  uchwyceni w dziwnych, nierealnych pozach, z grymasami grozy, rozpaczy, szczęścia goszczącymi na ich nieruchomych twarzach. Książka Star Wars to książka "grzeczna", przeznaczona dla czytelnika w różnym wieku, a co za czym idzie, lepiej współgrająca z filmami  pozostającymi ciągle w gronie obrazów, które można obejrzeć z rodzicami. Konia z rzędem temu, kto znajdzie fizyczne podobieństwo między niewysokim i szczupłym Lukiem, a jego potomkiem-koksem o kwadratowej szczęce zawodowego boksera. Czytając komiks ma się czasem wrażenie, że jest to podkolorowana wersja prawdziwych przygód Cade`a, taka którą któryś rysownik In Universe mógłby stworzyć słysząc o przygodach "prawdziwego Skywalkera". Nie należy brać więc tego do końca serio, a raczej traktować jak ciekawą wariację na modłę Mocy Wyzwolonej.

Ale zarówno rozważania In Universe, jak i te opierające się na naszym wszechświecie mogą niestety bardzo szybko stracić na aktualności od kiedy na czasy postfilmowe zęby ostrzy sobie Disney. Jego koncepcja losów dysfunkcyjnej rodziny Skywalker-Solo może znaleźć zarówno wielbicieli, jak i przeciwników wśród fanów, jednak nie mam wątpliwości, że na pewno nas zaskoczy (ilością pieniędzy, które będziemy skłonni na to wydać). 




blog comments powered by Disqus