"Star Wars" - podsumowanie roku

Autor: Nelani
Korekta: Hagath
28 grudnia 2012

Gdyby Sienkiewicz został fanem Gwiezdnych Wojen, rzekłby pewnie zatroskanym głosem, że "rok 2012 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia". W istocie obfitował on w przełomowe wieści, które falami napływały do nas zza oceanu burząc stabilny układ równowagi między pragnieniami fanów a pomysłami Lucasa.  Czy jednak można w nich było zobaczyć zapowiedź nadchodzących zmian? Niektórzy pewnie stwierdzą, że tak. Ostatecznie wielomilionowe kontrakty dotyczące takich marek jak Star Wars nie powstają w kilka dni, czy tygodni, trudno także uwierzyć w zapewnienia "samej góry", że  planowane przejęcie było trzymane przed nimi w tajemnicy. Podejrzewać można zatem słusznie, iż informacja o przejściu Gwiezdnych Wojen pod patronat Disneya musiała przez cały rok wpływać w pewien sposób na decyzje podejmowane w siedzibie głównej Lucasfilmu. Niewątpliwie  również powiązane z nim trwale inne "oddziały" zajmujące się wydawaniem książek, komiksów i gier musiały odczuć wiatr nadciągających zmian. Podsumowując więc ten rok, nie można nie uwzględnić wiszącego nad rozwojem marki cienia potężnego Disneya.

Zaczęliśmy dosyć energicznie: 24 lutego do żywych powrócił Darth Maul pojawiając się, wbrew usilnym protestom fanów, w ostatnich odcinkach 4 sezonu The Clone Wars. Również filmowe Gwiezdne Wojny, dostarczyły fandomowi wiele powodów do narzekań, serwując nam Mroczne Widmo (a przede wszystkim Jar Jara) w wersji 3D, po raz kolejny zmuszając nas do wydania pieniędzy na coś, czego oglądać ponownie nie chcemy, ale przecież w życiu nie pozwolilibyśmy sobie na przegapienie takiego wydarzenia. Trudno zatem jednoznacznie stwierdzić, czy powrót Gwiezdnych Wojen do kin na początku tego roku sprawił nam więcej przyjemności czy cierpienia. 

Obydwa wydarzenia odbiły się na fandomie w jeszcze jeden, choć mniej oczywisty sposób. Zapewniły stały dopływ nowych fanów do stowarzyszeń i fanklubów. Fanów, dodajmy, których wiek czasami jedynie jest liczbą jednocyfrową. Proces angażowania nowego pokolenia i przejmowania przez nich schedy pozostawionej przez starszych fanów, zapoczątkowany wraz z premierą The Clone Wars, na początku 2012 roku wszedł w fazę rozkwitu, a do sklepów powróciły w dużych ilościach kolekcje odzieżowe inspirowane Gwiezdnymi Wojnami. Już wtedy nazwa "Disney", a szczególnie podobieństwo obecnej polityki obu firm, pojawiała się w rozmowach wielbicieli sagi.

Gwiezdne Wojny sukcesywnie miały stawać się marką pożądaną przez najmłodszych, czyli najbardziej podatnych na reklamę konsumentów, natomiast sztandarowy fan Star Wars miał przestać być synonimem przysłowiowego nerda: słowem specjaliści od PRu przez cały czas robili wszystko, by wprowadzić produkty pod strzechy. Zmieniając docelową grupę odbiorców zwiększali stopniowo wartość marki tak, by przed podpisaniem umowy jak najbardziej podbić ostateczną cenę sprzedaży. W ramach tych działań 13 kwietnia premierę miała gra Kinect Star Wars na Xboxa, pierwsza gra osadzona w naszym ulubionym uniwersum nie wymagająca kontrolera, a nieco później, w listopadzie, pojawiła się na rynku produkcja Angry Birds Star Wars prezentując połączenie najbardziej przecenianej gry na iPoda z Gwiezdnymi Wojnami

25 maja odbyły się obchody 35-lecia premiery Nowej Nadziei, hucznie świętowane na świecie, nieco mniej w Polsce, cieszyły się mimo wszystko sporym entuzjazmem. W połowie roku zaczęły się pojawiać się zapowiedzi Star Wars Detours, serialu komediowego, którego pierwsze trailery utwierdziły wszystkich w przekonaniu, że nic animowanego związanego z Gwiezdnymi Wojnami nie jest w stanie przekroczyć progu brzydoty wyznaczonego przez paskudne, kanciaste postacie z The Clone Wars.

Druga połowa roku 2012 upłynęła względnie spokojnie. Dowiedzieliśmy się wtedy, że premiery Ataku Klonów oraz Zemsty Sithów w 3D odbędą się w odstępie zaledwie kilku miesięcy, The Old Republic przeszło w tryb free-to-play, a premiera karcianki Star Wars: The Card Game przesunięta została na styczeń 2013 roku. Trudno jednak być całkowicie obiektywnym co do wagi owych zapowiedzi, gdyż był to już okres, w którym najczęściej przekazywaną sobie przez fanów informacją było przejęcie Lucasfilmu przez Disneya oraz jego plany odnośnie Epizodu VII planowanego na 2015 rok. Fakt ten podzielił fanów na Disney-entuzjastów i Disney-sceptyków, do której to liczby zaliczam też siebie. Biorąc pod uwagę moje wcześniejsze rozważania dotyczące zmian w grupie docelowej odbiorców nowego filmu  nie należy mieć złudzeń co do tego, czy przypadnie on do gustu starym  starwasowym wyjadaczom, którzy znają wprawdzie imiona wszystkich Banth z Nowej Nadziei, ale odwracają z odrazą wzrok na widok kolejnego updatowanego stroju Ashoki Tano.

Wydaje się, że jedynym bastionem "starych dobrych" Gwiezdnych Wojen pozostawały w tym roku książki, komiksy oraz karcianki. Wydanie całkiem poprawnej planszówki X-wing, zakończenie serii Fate of the Jedi i jej połączenie z komiksową serią Legacy  oraz The Clone Wars (spójność w Uniwersum!), a także niezłe plany wydawnicze na kolejny rok (Trylogia Sword of the Jedi, koniec wielotomowych serii, historia Obi-Wana, powrót X-wingów) uświadamiają nam, że są niezdobyte przez powszechną komercję nisze, w których znaleźć możemy jeszcze "nasze" Gwiezdne Wojny.




blog comments powered by Disqus