Recenzja szóstego sezonu "Wojen Klonów"

Autor: Nild
Korekta: Hagath
17 kwietnia 2014

The Clone Wars prawdopodobnie od samego początku dzieliło fanów na dwa skrajne obozy. Jedni nie mogli wybaczyć animacji, a przede wszystkim ludziom tworzącym jej scenariusz, zmian w dotychczasowym kanonie Gwiezdnych wojen oraz pewnej infantylności, która od zawsze charakteryzowała tę serię. Druga grupa cieszyła się z nowej produkcji poszerzającej uniwersum, często przymykając oko na różne nieścisłości tudzież inne zmiany. Obydwie te grupy często zapominały, że jako bajka, The Clone Wars było przeznaczone dla dzieci i miało je wprowadzić w świat Gwiezdnych wojen. Co jednych ucieszy, a drugich zasmuci, historia Wojen Klonów została definitywnie i przedwcześnie zamknięta przez Disneya, który od samego początku ma swoje własne plany dla sagi Lucasa. The Lost Missions, bowiem tak nazywają się zbiorczo ostatnie odcinki The Clone Wars, wpierw trafiła do niemieckiej telewizji, a niedawno ich anglojęzyczna wersja pojawiła  się na Netflixie. Póki co los polskiego wydania jest nieznany. Co przyniosło ze sobą trzynaście odcinków serialu?

Szósty sezon stawia nacisk przede wszystkim na wieloodcinkowe serie, znajdziemy w nim tylko jedną krótką historię. Jako żeThe Clone Wars zasłynęło ze zmian, które jego ekipa wprowadzała w dotychczasowe wydarzenia (przywracanie martwych postaci do życia czy inne biograficzne zmiany u reszty bohaterów), postaram się pominąć te kwestie i starać się ich nie oceniać.

Pierwsze cztery odcinki szóstego sezonu traktują o klonach i genezie Rozkazu 66. Chociaż nie obfitują one aż tak w akcję, wprowadzają odbiorcę głęboko w sieci intryg zaplanowanych przez Palpatine'a. Duży nacisk został oczywiście położony na klony, ich poczucie indywidualności, braterstwa. Zarazem widz zyskuje także wgląd w nastawienie Zakonu Jedi wobec swoich żołnierzy czy też charakter Kaminoan. Ci ostatni zbliżają się nawet do nieczułych istot, jakimi przedstawiała ich Karen Traviss w swojej serii Komandosi Republiki. Kwadrologia odcinków poświęconych Rozkazowi 66 jest zresztą jednym z bardziej dojrzałych rozdziałów The Clone Wars, pokazującym wiele ciekawych aspektów Wojen Klonów i podnoszącym sporo kwestii, o których pisała wspomniana autorka.

Kolejny zestaw odcinków przybliża widzom kulisy finansowania zarówno Separatystów, jak i Republiki podczas wojny. Pierwsze dwa z nich nie odstają zbytnio ponad przeciętność, co być może jest wzmocnione przez wątek powrotu Clovisa i jego „romansu” z Padme. Historia miłosna Anakin-Amidala niestety nigdy nie należała do najlepiej zrealizowanych motywów w Gwiezdnych wojnach. Całość ratuje ostatni odcinek trylogii oraz Palpatine, pociągający jak zawsze za wszystkie odpowiednie sznurki i potrafiący za jednym zamachem zgarnąć pełną pulę. Manipuluje on emocjami Anakina, wymuszając konfrontacje na tle uczuciowym, które przyszły Lord Sithów zawsze przegrywał. Jednocześnie pokazano, w jaki sprytny sposób Sidious kierował zarówno Republiką, jak i Separatystami, aby osiągnąć swój cel. Oceniając te trzy odcinki jako całość, trzeba uznać, że są całkiem udane, chociaż mogą wydawać się meczące z racji silnego nasilenia spisków w pierwszej połowie szóstego sezonu The Clone Wars. Opisywana trylogia odcinków pozwala nam też ponownie usłyszeć zmarłego Iana Abercombie w roli Kanclerza Palpatine'a. Jego głos był doskonałym uzupełnieniem postaci, chociaż trzeba przyznać, że Tim Curry który zastąpił go w tej roli również sprostał zadaniu. Można także podziwiać myśliwce Z-95 w akcji, co powinno wywołać uśmiech u każdego fana Gwiezdnych wojen.

Historia łącząca największego twardziela wśród Jedi, Mace'a Windu, z Jar-Jar Binksem mogła skończyć się tylko na dwa sposoby: porażką albo sukcesem. Na nasze szczęście dylogia odcinków   nie rozczarowuje. Można by się wręcz pokusić o stwierdzenie, że jest to jedna z lepszych historii The Lost Missions – co prawda łączy w sobie niezbyt oryginalne motywy tajemnicy, akcji i komedii, jednak robi to w naprawdę udany sposób. Zniknięci (The Disappeared) I i II, albowiem tak można by przetłumaczyć tytuł tych odcinków, wprowadzają w świat planety Bardotta zamieszkanej przez (sądząc z wyglądu) dalekich kuzynów Gungan. Chociaż to Jar-Jar Binks zawsze wydaje się być zagubiony, tym razem to Mistrz Windu znajduje się na nieznanych dla niego terenach, zaś jego poczciwy kompan w niedoli wydaje się czuć na Bardotcie jak ryba w wodzie. We wszystko wpleciona jest niechęć do Jedi, Matka Talzin, kultyści Ciemnej Strony Mocy i rzecz jasna Intryga. Ostatni element na szczęście nie jest aż tak eksponowany, aby zmęczyć widza do reszty. Obydwa odcinki obfitują w humor i akcję, które mogą kojarzyć się z Indianą Jonesem.

Przed ostatnim aktem sezonu szóstego zostaje nam zaprezentowana jedyna jednoodcinkowa historia The Clone Wars. Zagubiony (The Lost One) przybliża nam koniec Mistrza Sifo-Dyasa, oryginalnego autora zamówienia armii u klonerów z Kamino. Poza smaczkiem, jakim jest jego historia, odcinek jest niestety dość średni, co finalizuje kolejne starcie Anakina i Obi-wana przeciwko Hrabiemu Dooku. Sama historia i ostatnie sceny w komnacie Rady Jedi są ciekawe, niestety realizacja całości rozbiła się o nudny schemat.

Tym samym dochodzimy do prawdopodobnie najciekawszych odcinków The Lost Missions w których pierwsze skrzypce gra Wielki Mistrz Yoda. Stary Mistrz i Rada, której przewodniczy, próbują rozwiązać zagadki Mocy, których żadne z nich nie jest w stanie zrozumieć. Yoda zostaje wybrany, aby poznać te sekrety, co jednocześnie prowadzi do wielu niespodziewanych wydarzeń, choćby jego uwięzienia i ucieczki przedstawionych w pierwszym odcinku. Kierowany głosem Liama Neesona, ekhm, tzn. Qui-gon Jinna udaje się w podróż po galaktyce, przywodzącą nieco na myśl tę, którą odbył Jacen Solo po wojnie z Yuuzhan Vongami. Usłyszymy także prawdziwą perełkę – aktora z oryginalnej sagi filmowej, którego nie trzeba chyba nikomu przedstawiać – Marka Hamilla. Ktokolwiek chociaż raz słyszał Jokera w animowanej serii Batman musi przyznać, że radzi on sobie perfekcyjnie z podkładaniem głosu. Mistyczna historia rodem z trylogii Mortis (zaś jedna szczególna scena przywodzi na myśl grę Knights of the Old Republic 2) zaprezentowana jest w pięknej otoczce graficznej i zabiera nas w podróż po wielu planetach, zarówno tych znanych z filmów czy gier, jak i zupełnie nowych. Yoda, wydawałoby się najpotężniejszy z Mistrzów Jedi sagi filmowej, zostaje poddany ciężkim próbom. Nie ma tu miejsca na arogancję, która zakorzeniła się w całym zakonie. Pokonując kolejne próby Yoda dostrzega, że wojna nie czyni nikogo wielkim.

Patrząc na całokształt sezonu szóstego wydaje się, że autorzy swoim ostatnim ruchem zdecydowali się wyjaśnić najważniejsze niewytłumaczone wątki z Nowej Trylogii. I chociaż mogło to wyjść groteskowo, efekt trzeba uznać za przyzwoity. Nietrudno zauważyć, że brak tu zakończenia jednego bardzo kontrowersyjnego wątku – powrotu Dartha Maula. Twórcy zapowiedzieli już, że będzie to miało miejsce w składającej się z czterech zeszytów miniserii Son of Dathomir. The Clone Wars zawsze charakteryzowało się dobrym doborem aktorów udzielających głosu różnym postaciom, ale warto też wspomnieć o tym, jak ta animacja rozwinęła się wizualnie. Górska siedziba Banków na Scipio czy też całokształt trylogii z Yodą diametralnie różnią się od płaskich, pustych światów, od których rozpoczynało The Clone Wars.

The Clone Wars – The Lost Missions jest jednym z najbardziej udanych sezonów serialu. Niektórzy będą za nim tęsknić, inni cieszyć się z jego zakończenia. Pewnym jest, że ów koniec świadczy też o zmianach, jakie czekają wszystkich fanów Gwiezdnych wojen. Parafrazując Mistrza Yodę, Disneya Wojny się rozpoczęły.




blog comments powered by Disqus