Rebelianci - nowa nadzieja dla fanów "Gwiezdnych wojen"?

Autor: Nelani, Nild, Renxar, Roan, Smok, Tomasz Nowak
Korekta: Katarn
22 kwietnia 2015

Star Wars Rebelianci to dla jednych udana animacja z silnie zaakcentowanym klimatem Starej Trylogii, a dla drugich produkcja wtórna i źle wypadająca w porównaniu z Wojnami klonów. Czy, mimo sporej ilości negatywnych opinii, można nazwać Rebeliantów nową nadzieją dla Gwiezdnych wojen?

Smok: Czy Rebelianci zasługują na miano nowej nadziei dla Gwiezdnych wojen? Jak najbardziej! Przede wszystkim, doskonale nadają się na wprowadzenie do uniwersum Star Wars dla młodszych widzów. Robią to znacznie lepiej niż Nowa Trylogia i Wojny klonów, a opiekunom i starszemu rodzeństwu zaoszczędzają tłumaczenia dlaczego Jar-Jar i padawanka Tano są źli i trzeba ich nie lubić. Rebelianci są też produkcją jakiej wyczekiwało wielu. Lekką, klimatyczną i osadzoną w czasach może i mocno w starym EU wyeksploatowanych, ale za to też i przez większość odbiorców najbardziej lubianych. Silne powiązanie z epizodami IV-VI jest jednak bronią obosieczną i sprawia, że niemała liczba widzów nie nazwie Rebeliantów nową nadzieją, a zemstą niedzielnych fanów. Należy się zastanowić czy wprowadzanie do serialu senatora Organy, Dartha Vadera czy Lando Calrissiana było potrzebne. Galaktyka jest wielka, więc może warto, poza nową planetą, postawić też na nowe postacie. Pocieszający jest jedynie fakt, że załoga Ducha nie trafiła jeszcze na Tatooine.

Roan:Ocena Rebeliantów to dla mnie sprawa dosyć złożona. Czy mogą oni pretendować do miana nowej Nowej nadziei? Jeżeli chodzi o produkt mający być wabikiem na nowych młodych fanów, to być może tak, aczkolwiek, jeżeli mówimy o wprowadzeniu do uniwersum Gwiezdnych wojen, to uważam, ten serial za narzędzie odrobinę ułomne. Mroczne czasy to okres zawieszony chronologicznie pomiędzy trylogią prequelową i oryginalną. Odnoszę wrażenie, że osoba chcąca poznać Gwiezdne wojny. zaczynając od Rebeliantów, a nieznająca wcześniej epizodów I-III czy serialu Wojny klonów,  może być niekiedy skonfudowana przez brak szerszego kontekstu. Dla mnie, Rebelianci są pewną nową jakością, jednak celującą w widza, który znał wcześniej Wojny klonów (świadczy o tym dobitnie wprowadzenie Ahsoki Tano w ostatnim odcinku pierwszego sezonu). W pewnym aspekcie ta nowa jakość przejawia się odwołaniami do klasycznej trylogii, lecz jeżeli widz Rebeliantów nie obejrzał jej wcześniej, ominą go pewne smaczki nadające serialowi klimat (np. scena z pilota, w której Zeb jest prowadzony w kajdankach, nawiązująca do fortelu zastosowanego przez Hana na Gwieździe Śmierci).

Jeśli chodzi o naszych rebeliantów, to zgadzam się, że nie ma wśród głównych bohaterów postaci jednoznacznie irytującej, jak np. Jar-Jar Binks, jednak niekiedy sama drużyna, choć zbudowana na wariacji modelu klasycznej drużyny z uniwersum Gwiezndych wojen, zachowuje się niepoważnie. I wcale nie ma to związku z lekkością i przyjemnością konwencji. Po prostu zdarzało się, że ich akcje nie miały większego uzasadnienia (odcinek z porwaniem myśliwca TIE) Nie jest to jednak generalny zarzut zbyt małej powagi dotyczący całej produkcji; uważam mimo wszystko, że balans luźnych interakcji okraszonych żarcikami i zabawnymi sytuacjami (świnka-rozdymka) oraz dramatycznych sytuacji (wątek Kanana z ostatnich odcinków pierwszego sezonu) jest nienajgorzej wyważony. Brakuje mi trochę realnej groźby możliwej i poważnej krzywdy, jaka mogłaby się przydarzyć głównym bohaterom, ale nie jest uzasadnionym oczekiwanie takowej w produkcji przeznaczonej dla młodych widzów. Innymi elementami, które już mają prawo mierzić jest zbytnie zogniskowanie akcji na Lothalu (mam nadzieję, że po Mustafarze już tam nie wrócą, bo Lothal to faktycznie takie nowe Tatooine, nawiązując do wypowiedzi poprzednika) oraz pewnego rodzaju zbytnia brutalność z jaką załoga Ducha obchodzi się z funkcjonariuszami Imperium (zbyt przesadzona miejscami).

Reasumując, ogólnie lubię Rebeliantów, choć nie są pozbawieni wad. Oglądam ich z większą przyjemnością niż Wojny klonów. Porównanie z Nową nadzieją jest trochę nieuprawnione, a właściwie nawet niemożliwe, bo zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że to inne gatunki artystyczne. Nie zaczynałbym od nich przygody z Gwiezdnymi wojnami, ale jako element poszerzania uniwersum, są do przyjęcia. Szczególnie, że to już nowy kanon.

Nelani: Rebelianci są nową nadzieją dla Gwiezdnych wojen w takim samym stopniu jak w 1978 roku było nią Star Wars Holiday Special: może i mamy tam ulubionych bohaterów, miejsca i okoliczności, ale ani Lando w Rebeliantach ani Leia w SWHS nie nadrobią przykrego wrażenia niestarwarsowości. I nie odnoszę się tutaj do jakości serialu - sam w sobie trzyma jakiś tam poziom, wymagany w XXI wieku od tego typu produkcji i jako produkt przeznaczony głównie dla chłopców 10-14 na pewno spełnia wszystkie postawione mu wymagania. Ale wmawianie fanom, że jest to kontynuacja ukochanej przez nich serii jest po prostu przykre. Osobiście kwalifikuję Rebeliantów do tej samej kategorii co figurki, plastikowe miecze i zabawki z Happy Meala - stanowią opcjonalny dodatek, który z jednej strony ma dostosować się do fanów w różnym wieku, a z drugiej pozwolić firmie zarobić kolejne miliony. Spójrzmy prawdzie w oczy. Gwiezdne wojny przez wiele lat nie musiały szukać nowych fanów wśród następnych pokoleń bo świetnie się jako uniwersalna baśń broniły. Pytanie brzmi więc: czy takie produkty jak Wojny klonów i Rebelianci mają za zadanie dopasować się do najmłodszych, czy to raczej marka jako całość zmienia swoją grupę docelową. Pozostając w stylistyce tematu: czy w takiej sytuacji, zamiast o nowej nadziei, nie powinniśmy raczej mówić o mrocznym widmie?

Nild: Pierwszy sezon Rebeliantów póki co spełnia moje oczekiwania wobec tego serialu, a można nawet powiedzieć że je przerósł. Spodziewałem się bajeczki, która będzie wyłącznie ciekawostką osadzoną w świecie Gwiezdnych wojen inie da rady mnie zaciekawić. Rebeliantom jednak się to udało, chociaż, rzecz jasna, nie ma co przesadzać z pochwałami. Serial, z moich ograniczonych obserwacji, dzieciakom się podoba, a i starsi znajdą w nim przyjemny zabijacz czasu, o ile mają w sobie odrobinę dystansu do świata. Przyjemnie jest móc znowu zobaczyć w ruchu postać choćby Tarkina (którego naprawdę dobrze i w duchu postaci wykorzystano w serialu), czy też Lando Calrissiana, zagłębić się w czasy Starej Trylogii...nawet jeśli tylko w formie nieco bardziej infantylnej niż same filmy.

Czy jednak jest on nową nadzieją dla fanów? Póki co, z pewnością nie. Przede wszystkim, jego grupa docelowa nadaje mu zupełnie inną rolę. Rebelianci mają napędzać zyski, poprzez zachęcanie dzieci i młodzieży, które to ma prowadzić do późniejszego zgłębiania uniwersum. To zdecydowana zaleta i godna pochwały rzecz, a młodzi fani z pewnością będą sięgać nie tylko po oficjalny kanon, ale i po różne pozycje z Legend. Trzeba też pamiętać, że sam serial dopiero się rozkręca, a jego początek uznaję za zdecydowanie bardziej udany niż w przypadku Wojen klonów. Końcówka pierwszego sezonu zapowiada gwałtowne zmiany, pod wieloma względami. Miejmy nadzieję że jego twórcy sprostają w oczekiwaniom jak najszerszej grupy fanów.

Renxar: Ostatni sezon Wojen klonów wyemitowany w polskiej telewizji zrobił na mnie duże wrażenie. Byłem więc bardzo podekscytowany tym, że pojawił się nowy serial osadzony w uniwersum Star Wars i miałem nadzieję, iż dorówna on swojemu poprzednikowi. Po obejrzeniu pierwszego odcinka Rebeliantów, miałem mocno mieszane uczucia.

W Rebeliantach najbardziej podoba mi się ich klimat. Pomimo komputerowej animacji potrafię poczuć powiew wiatru na trawiastych równinach Lothala. Co więcej, nowe maszyny, stroje i lokacje świetnie wpisują się w klimat Starej Trylogii. Warto również dodać, że ścieżka dźwiękowa potęguje pozytywne odczucia, a aktorzy zostali bardzo dobrze dobrani do swych ról. Pod tym względem serial ma klimat.

Rozczarowałem się nieco sposobem przedstawienia Imperium. Oglądając Rebeliantów spodziewałem się tryumfalnego powrotu największych czarnych charakterów w historii kina. Zawiodłem się jednak tym, że żołnierze tej organizacji są zbyt łatwymi przeciwnikami dla głównych bohaterów. Podoba mi się mocarność postaci takich jak Kanan, czy Zeb, jednak ich nadmierna siła wpływa negatywnie na budowanie napięcia podczas starć. Dodatkowo, treningi, którym są poddawani kadeci podczas jednego z odcinków powinny czynić z każdego rekruta niezłomnego żołnierza, dla którego nie ma przeszkody nie do pokonania. Pocieszający jest fakt, że pomimo braku szans w starciu, szturmowcy wykazują się wolą walki oraz dużą kreatywnością.

Czy Rebelianci są nową nadzieją? Myślę, że mimo wszystko tak. Pomimo wielu wad i niedoróbek oglądając ten serial czuję w nim, choćby nawet jego szczątki, ducha Gwiezdnych wojen. Animacja przyciąga grupę wiekową, do której jest skierowana, a nawet szerszą. Nawiązuje także do oryginalnych epizodów i przekazuje jak ważna jest przyjaźń, współpraca, wytrwałe dążenie do celu i walka o wolność galaktyki. Miło się go ogląda, nawet jeśli mimika postaci jest zbyt disneyowska.

Tomek: Jest w Star Wars Rebelianci coś takiego, że kiedy zacznie się oglądać jeden epizod i pozwoli mu wciągnąć, chce się więcej. Chce wiedzieć, co się wydarzy, co będzie dalej. Czeka się na ciąg dalszy, w odróżnieniu od niepewności, jaka towarzyszyła oczekiwaniu na kolejne, niekiedy straszliwie wydumane, odsłony Wojen Klonów. I to zaciekawienie stanowi już pierwszy wielki sukces, jaki Disney osiągnął na początku swej starwarsowej drogi.

Są oczywiście ale, jednak wiążą się one mocno z punktem widzenia. Rebelianci to historia nowa, zupełnie inna, co starsi fani wyczuwają wręcz instynktownie. Powraca do korzeni - pojawia się tu nowy. młody bohater i... Właśnie w tym miejscu zaczynają się schody. Ezra słyszał o Rebelii, ale nie do końca wie, jak temat ugryźć. Urywa się z rodzinnej, nudnej planety i zostaje uczniem Jedi. Do tego walczy z Imperium i właściwie nie wiadomo, jak się to wszystko rozwinie.

Podobieństwa między Ezrą a Luke'iem są nieco zastraszające. Pod tym względem tok Rebelianci to zdecydowanie Nowa nadzieja! Choć nie o to chyba chodziło...

Jednak tak naprawdę, to tyle czasu minęło od Klasycznej Trylogii, że ona jest już tylko kanonem dla wiekowych purystów. Pokolenie wchodzące w SWversum w latach 90. wychowywało się bardziej na grach, książkach i komiksach, następne na Nowej Trylogii, a następne na Wojnach Klonów. Dla nich takie czerpanie ze sprawdzonych wzorców nie będzie obrazoburstwem. Wręcz przeciwnie, może stanowić przyczynek do tropienia rozmaitych nawiązań, a więc tego, co fani kochają najbardziej. To zresztą kwestia, która zupełnie nie dotyczy tych, którzy z SW w Rebeliantach stykają się po raz pierwszy.

A dla nich ten serial to rzeczywiście coś nowego i świeżego. Rebelianci odchodzą od wewnętrznego napięcia, jakie wisiało nad Wojnami klonów. Nie ma tu dziwnych przeskoków fabularnych, gigantycznej galerii postaci, w której trudno się połapać, czy wątków dla dzieciaków po prostu trudno zrozumiałych (vide motyw zawiedzionej miłości hutta Ziro i piosenkarki Pa'lowick Sy Snootles). Nie ma też natrętnego moralizatorstwa, które przez sześć sezonów wyraźnie ciążyło Wojnom. Tutaj fabuła jest prostsza, linearna. Grupa bohaterów, początkowo ograniczona, rozrasta się systematycznie. Udało się nawet zbudować od podstaw postaci frapujące (Kallus, Inkwizytor, Kanan, Hera).

W tym kontekście, Rebelianci to nowa przestrzeń do zagospodarowania. Młodych z pewnością uwiedzie błyskiem blasterów, mieczy świetlnych i nadprzestrzeni. Skoro Gwiezdne wojny zapoczątkowały w 1977 roku kino nowej przygody, to Rebelianci należą już do nowej nowej przygody, gdzie akcja bije na głowę wszelkie inne konteksty, w tym również czasem sens. Dlatego ogląda się ich znakomicie bez nadmiernego wnikania w szczegóły. Niech pierwszy rzuci jednak kamieniem ten, kto wnikał w szczegóły, siedząc z wypiekami na twarzy w kinie w 1979 roku! O ile oczywiście udało mu się dostać bilet…

Wprowadzenie do Rebeliantów postaci (Vader, Ahsoka, Tarkin) czy wątków nawiązujących do innych produkcji, ma niewątpliwie zachęcić do serialu także widzów nieco starszych. Im spodoba się również niejednoznaczność postaci oraz mocne sceny rodem z gier.

Najstarszych może zniechęcić łatwość, z jaką wszystko przychodzi Ezrze i jego kompanom. No i łamanie kanonu. Ale bez akceptacji dla tego "łamania" trudno oczekiwać, że cokolwiek związane z nowymi SW będzie smakować dobrze, bez nuty goryczy.

 

Zachęcamy również Was, drodzy czytelnicy, do podzielenia się na forum zdaniem na temat Rebeliantów.

Podyskutuj o tym artykule na forum!






blog comments powered by Disqus