O medycynie w "Gwiezdnych wojnach" słów kilka (część druga)

Autor: Roan
Korekta: Hagath
22 stycznia 2013

Pamięci pewnej prelekcji, wygłoszonej na Polconie 2009

oraz prelegentce, która ją stworzyła

 

Jakiś czas temu, w pierwszej części artykułu, opisałem wybrane aspekty położnictwa i pediatrii w odległej galaktyce. Dziś na warsztacie międzygwiezdny NFZ, czyli obywatel w kosmicznym ZOZie. Serdecznie zapraszam do lektury.

Jak to się dzieje, że trafiamy do szpitala? Podstawowe przyczyny są dwie: zostaliśmy ranni albo dopadła nas ciężka choroba. Jak nietrudno się domyślić, we wszechświecie Gwiezdnych WOJEN średnia liczba rannych istot wielokrotnie przewyższa liczbę chorych. Ma to swoje konsekwencje; przemysł medyczny, skupiając się na wytwórstwie aparatury niezbędnej do leczenia ran, zaniedbuje badania nad lekami zwalczającymi objawy i przyczyny ciężkich chorób. Ta dysproporcja będzie nie bez znaczenia dla niniejszego artykułu; postanowiłem zająć się w nim głównie ekwipunkiem do udzielania pierwszej pomocy, operacyjnym i rekonwalescencyjnym, natomiast do tematyki chorób powrócę na koniec, tylko po to, by ją krótko przedstawić.

Gwiezdnych wojnach najwięcej opisów rannych postaci znajdziemy oczywiście przy okazji rozmaitych bitew, czy to kosmicznych, czy naziemnych. Jednak nietrudno wyobrazić sobie inną, mniej patetyczną sytuację, w której to podczas lądowania statek rozbija się i w wyniku uderzenia pasażerowie doznają obrażeń. Co wtedy począć?  Odpowiedź brzmi: wyjąć pakiet medyczny. Jeżeli nie udało się go znaleźć od razu, sugeruję zrobić to jeszcze raz. Prawdopodobieństwo, że masz go pod ręką jest bardzo duże, bo pakiety medyczne są podstawowym wyposażeniem wszystkich statków kosmicznych i w ogóle wszystkich istot inteligentnych. Najpowszechniejszym (bo najtańszym) pakietem medycznym jest GLiS (General Life-Sustaining) produkcji Chiewab Amalgamated Pharmaceuticals Company. Charakterystyczne małe pudełko w kształcie graniastosłupa z trapezem w podstawie rozpozna każde dziecko (a nawet robot). Na standardowe wyposażenie składa się m. in. komputer z instrukcją postępowania medycznego, farmaceutyki, nowoczesne łaty i spraye hypo (służą do aplikowania leków; substytuty strzykawek), a także polowy zestaw chirurgiczny. W skład tego ostatniego wchodzą: skalpel dźwiękowy (do otwierania jam ciała), laser przyżegający (do ich zamykania) oraz regeneratory nerwów i tkanek. Ciekawym przyrządem medycznym jest pydyriańska pałka lecznicza, która służy przede wszystkim do znieczulania. Zasada jej działania jest trudna do wytłumaczenia, a fakt, iż została wymyślona przez humanoidalnych potomków ptaków, zamieszkujących obrzeża galaktyki tylko pogłębia aurę tajemnicy. Jednak na mnie chyba największe wrażenie zrobił opis możliwości „stabilizatora kości oraz łubków w sprayu, unieruchamiających i chroniących uszkodzone kończyny”. W książce pt. Gwiazda po gwieździe Mara Jade była zmuszona użyć tych medykamentów po awaryjnym lądowaniu w morzu Zachodnim na Coruscant. Stabilizator i łubki okazały się naprawdę skuteczne… na tyle, że Mara była w stanie bez jęknięcia sprzedać uszkodzoną nogą kopa z półobrotu atakującemu ją Yuuzhaninowi. Ale czad!

Można by jeszcze wymienić wiele elementów wyposażenia medpaków, jednak niezaprzeczalnie najważniejszym z nich jest Bacta. Obecnie nie ma skuteczniejszej substancji leczniczej o bardziej wszechstronnym zastosowaniu medycznym niż Bacta. Kiedyś, zanim ją wymyślono, podobne właściwości wykazywało Kolto, substancja wydobywana z dna oceanu na planecie Manaan. Jednak Kolto działało mniej efektywnie, a jego zasoby są na wyczerpaniu. Bactę produkują insektoidalni Vratixowie z planety Thyferra. Mają oni monopol na produkcję substancji, ponieważ powstaje ona z roślin alazhi rosnących na Thyferrze oraz bakterii kavam będących… ubocznym efektem procesu wydalania Vratixów. Czysta Bacta ma opalizujący czerwony kolor. Często mieszana jest z płynem ambori, który rozrzedza ją niemal do przezroczystości. Tak przygotowana, może być wtłoczona do specjalnych zbiorników, które są podstawowym  wyposażeniem szpitali i wszystkich placówek medycznych w galaktyce. Produkcją i dystrybucją Bacty zajmuje się duopol korporacji Xucphra i Zaltin, na których lekceważenie nie może sobie pozwolić żaden rząd. Kiedy Imperium postanowiło przejąć kontrolę nad Thyferrą, wybuchł poważny konflikt zbrojny znany jako „wojna o Bactę”. Ale trudno się dziwić… o skuteczności Bacty świadczy chociażby fakt szybkiego powrotu do zdrowia Luke’a Skywalkera po spotkaniu z Wampą na Hoth (wydarzenia przedstawione w Imperium kontratakuje).

Bacta ma jeden poważny mankament. Nie wszystkie osoby można nią leczyć. Jest pewna grupa osób z alegrią na Bactę. Legenda głosi, że grupa Vartixańskich terrorystów znanych jako Ashernowie zatruła partię Bacty wylatującą z Thyferry, a wszyscy pacjenci poddani jej działaniu zostali skażeni. Ale równie dobrze mogła to być propaganda Imperium. Jedno jest pewne; osoby z alergią na Bactę, które uległy poważnym wypadkom, aby przeżyć, najczęściej muszą się godzić na częściową cyborgizację. Jedną z takich istot był pilot Eskazdry Widm, Tom Phanan.

No właśnie, cyborgizacja. Wszczepianie istotom organicznym urządzeń elektronicznych w celu umożliwienia im normalnego bądź lepszego funkcjonowania. Prawdopodobnie najprężniej rozwijająca się gałąź medycyny w odległej galaktyce. Wcale nie musi być związana z operowaniem ofiar wypadków lub walk. Na przykład istoty potrzebujące dyskretnego i poręcznego środka łączności chętnie płacą za operację wszczepienia cybernetycznego implantu z komunikatorem. Odłożę na bok rozważania nad zdrowiem psychicznym zwolenników dobrowolnej, niepotrzebnej cyborgizacji i skupię się na tej wiktymicznej.

W odległej galaktyce mamy szeroki asortyment cybernetycznych implantów. Wśród nich jest nawet implant mózgu! Oczywiście nie całego; wszak umieszczanie w ciele istoty elektronicznego mózgu byłoby chyba przekroczeniem wszelkich granic, nawet w odległej galaktyce. Jednak dopuszczalne jest ratowanie życia przez wszczepienie w miejsce uszkodzonej części mózgu tzw. interfejsu cyborga (widzimy to urządzenie i jego możliwości u Lobota w Imperium kontratakuje). Jednak tego typu operacje należy uznać za całkowicie marginalne. Ilościowo przoduje cyborgizacja kończyn. Jakby nie było, Bacta nie powoduje ich odrastania jak u jaszczurek, a to one są najbardziej narażone na oddzielenie od reszty ciała. Szczególnie w galaktyce, której oryginalną bronią jest miecz świetlny. Przez cały okres istnienia Starej Republiki cybernetyczne protezy rąk były oparte na tej samej konstrukcji co manipulatory androidów. Dopiero w okresie rządów Imperium nastąpił skok technologiczny, pozwalający ukryć defekty kończyn w taki sposób, że były one niezauważalne dla osób trzecich. Idealną ilustracją dla dokonanego postępu będzie analiza porównawcza protezy Anakina Skywalkera z Ataku klonów oraz Luke’a Skywalkera z Imperium kontratakuje. Różnica jest kolosalna. Mimo to, niektóre elementy pozostają wspólne. Wszystkie cybernetyczne kończyny wymagają okresowej konserwacji. Jeżeli użytkownik zaniecha tego obowiązku, spotka go przykra niespodzianka. Okaże się, że zamiast funkcjonalnej ręki/nogi mamy bezużyteczny kawał metalu, którym możemy sobie zrobić krzywdę. Ciekawostka; na początku serii książkowej Fate of the Jedi dowiadujemy się, że państwo, jakim jest Galaktyczna Federacja Wolnych Sojuszy (twór przyszłościowy względem Rebelii i Imperium, będący ich połączeniem) refunduje koszty zakupu elektronicznych kończyn oraz operacji ich wszczepienia.

Proteza Anakina:

Proteza Luke'a:

Skoro już przy operacjach jesteśmy, przyjrzyjmy się podmiotom dokonującym operacji. Za najdoskonalszego androida medycznego jest powszechnie uważany chirurg 2-1B będący wspólnym dzieckiem Industrial Automaton i Geentech. Jeśli wierzyć producentowi, jego mózg został zaprojektowany w Państwowej Akademii Medycznej na Rhinnal, planecie szacownych Światów Środka znanej na całą galaktykę jako ojczyzny wybitnych lekarzy medycyny. To działanie musiało się opłacić. Każda placówka medyczna w galaktyce chce mieć na wyposażeniu tego charakterystycznego androida, z głową wyglądającą jak szara czaszka w masce tlenowej. No ale 2-1B nie był produkowany po to, żeby się podobać. Miał być skuteczny i jest. To w końcu on dwukrotnie przywracał Luke’a Skywalkera do pełnej sprawności w Imperium kontratakuje, kolejno po starciu z Wampą na Hoth i pojedynku z Vaderem na Bespinie. Z resztą, co do jego wyglądu, to został on zapożyczony od wcześniejszego modelu Industrial Automaton, specjalisty medycznego MD. Nie jest to jednostka tak doskonała jak chirurg 2-1B, ale za to tańsza, o wiele powszechniejsza i o wiele bardziej wszechstronna. Ta wszechstronność została podkreślona głównie dlatego, że pod nazwą MD kryje się aż dziesięć różnych modeli. I tak np. MD-0 jest modelem diagnostycznym, MD-1 to genetyk, MD-2 jest anestezjologiem, MD-3 to farmaceuta, a MD-4 specjalizuje się w mikrochirurgii. Przeciętny obywatel ma największe szanse spotkać MD-5. To lekarz pierwszego kontaktu, często będący na wyposażeniu promów pasażerskich. Na potrzeby wykorzystywania podczas lotów międzygwiezdnych, często MD-5 ma „amputowane” nogi, a w ich miejsce wstawia się napęd antygrawitacyjny. Dzięki temu mechaniczny lekarz może szybko dotrzeć do poszkodowanego, bez potrzeby przepychania się przez ciasne przejścia pełne gapiów. Będąc w temacie androidów medycznych, należy wspomnieć jeszcze o starych DD i FXach, a szczególnie o tych ostatnich. Wiele z nich wciąż stanowi podstawowe wyposażenie jednostek medycznych na Odległych Rubieżach, ale ich zastosowanie jest bardzo ograniczone z powodu ich konstrukcji. FXy są stacjonarnymi, obrotowymi cylindrami, które posiadają liczne manipulatory. Ich oprogramowanie nie pozwala na samodzielne przeprowadzanie zabiegów. Zostały zaprojektowane jako fizyczne wsparcie dla lekarzy. Jak się później okazało, są też sprawnymi operatorami zbiorników Bacty, jednak współcześnie od robota w tym segmencie oczekuje się o wiele więcej.

Na zakończenie obiecałem wspomnieć o chorobach w Expanded Universe Gwiezdnych wojen. Duża ich część będzie spowodowana kontaktem z obcą dla organizmu danej istoty florą bądź fauną. Przykładem na niebezpieczeństwo obcowania z obcą florą niech będzie orchidea Murakami (aby dowiedzieć się więcej, odsyłam do książki Czerwone żniwa). Natomiast jeśli chodzi o choroby, jakie może wywołać fauna, polecam chociażby Pakt na Bakurze lub komiks Vector. Niektórzy mogliby mi zarzucić, że powołuję bardzo nietypowe przykłady, ale powiedzmy sobie szczerze – co jest typowe w naszym uniwersum? No… właśnie. A co z pozostałymi chorobami, charakterystycznymi dla Gwiezdnych wojen? Trudno jest takowe wskazać. Na szybko przychodzą mi do głowy dwie, które są do siebie dosyć podobne. Syndrom Quannota był nieuleczalną chorobą, na którą cierpiał student Luke’a Skywalkera, Nichos Marr. Powodował on obumieranie ciała i układu nerwowego. Zaraza Knowt to z kolei degeneratywna przypadłość, która sukcesywnie niszczy kolejne tkanki ciała. Na tę chorobę zmarł Pter Thanas, dowódca floty bakuriańskiej, mąż premier Captison.

To by było na tyle, jeśli chodzi o standardowe leczenie w odległej galaktyce. Jednak nie zostawiamy jeszcze zupełnie zagadnień medycznych. W części trzeciej artykułu, podejmę tematykę tych wszystkich procesów powrotu do zdrowia, które są stosunkowo mało popularne lub mało kto może sobie na nie pozwolić. Czy można kupić życie wieczne? Jaki jest wpływ Mocy na zdrowie? Co może nas spotkać, jeśli zdecydujemy się na usługi paramedyków? Odpowiedzi na te i inne pytania zostaną udzielone niebawem. Póki co, mam nadzieję, że ten artykuł był choć trochę pouczający, a czytelnicy wyniosą z jego lektury jakąkolwiek przyjemność.

 

c.d.n.




blog comments powered by Disqus