O medycynie w "Gwiezdnych wojnach" słów kilka (część pierwsza)

Autor: Roan
Korekta: Hagath
20 grudnia 2012

 

Pamięci pewnej prelekcji wygłoszonej na Polconie 2009

oraz prelegentce, która ją stworzyła

 

Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce… no właśnie, co takiego? Większość naszego społeczeństwa kojarzy Gwiezdne wojny jako sagę filmową G. Lucasa. Tymczasem na obecnym etapie rozwoju Uniwersum, epizody I-VI są jedynie odrobiną kosmicznego pyłu we wszechświecie, którego rozwój zapoczątkowała Nowa nadzieja. Książki, komiksy, seriale, gry: karciane, bitewne, planszowe, komputerowe… Te wszystkie produkty wielkiego, amerykańskiego przemysłu Star Wars, wykreowały fantastycznie rozbudowany, pełen niesamowitych elementów świat. Jest to świat wciąż znany nielicznym, bowiem reszta, jak już wspomniałem, ogranicza jego poznanie do sześciu seansów audiowizualnych. Być może uda mi się choć trochę to zmienić.

Wpadłem niedawno na pomysł opisania Expanded Universe w formie cyklu artykułów, z których każdy prezentowałby inny aspekt odległej galaktyki. Czy będzie to pomysł trafiony, się okaże. Na pierwszy ogień: medycyna. Temat, jak sądzę, żywo interesujący ludzi w każdym wieku, o czym świadczy chociażby duża popularność seriali takich jak Ostry dyżur, Chirurdzy czy rodzime Na dobre i na złe. Mam nadzieję, że ten cykl będzie się cieszył chociaż ułamkiem zainteresowania, jakim mogą się poszczycić powyższe produkcje. Wtedy będę mógł uznać swoją misję za wykonaną.

Pierwszy kontakt z lekarzami większość istot inteligentnych zalicza już podczas przychodzenia na ten świat. Odległa galaktyka nie różni się wiele pod tym względem od naszych realiów, za to lekarze są zupełni inni. Weźmy za przykład narodziny Luke’a Skywalkera i Lei Organy Solo, ukazane w Epizodzie III. Podczas porodu przy matce nie było ani jednej istoty organicznej. Padme zajmowały się wyłącznie wyspecjalizowane androidy z medyczną jednostką analityczną GH-7 na czele. W czasach schyłku Starej Republiki był to jeden z najnowocześniejszych androidów w branży, czterokrotnie nagrodzony Srebrną Banthą za „doskonałość w przemysłowym designie”. GH-7 mierzył 70 centymetrów i poruszał się za pomocą ultracichych silniczków repulsorowych. Wyposażony w trzy elektroniczne kończyny był w stanie na bieżąco monitorować stan pacjentów i odpowiednio reagować we współpracy z innymi robotami. Przy porodzie Padme GH-7 asystowała jednostka EW-3, robot-położna. EW-3 wyglądem przypominała nieco GH-7, jednak zamiast manipulatorów, została wyposażona w dwie przypominające wiosła łapy, przeznaczone do transportu noworodków. Sensory pozwalały tej jednostce na stały pomiar bicia serca, oddechu oraz ciśnienia krwi. Co ciekawe, robot-położna nie miał wyposażenia umożliwiającego odcięcie pępowiny. Pewna prelegentka na Polconie 2009 zasugerowała, że być może EW-3 uderzała swoimi wiosłami w pępowinę, dopóki ta nie pękła. Należy jednak tę teorię potraktować w kategoriach żartu i przyjąć, że to szef zespołu medycznego GH-7 oddzielał dziecko od matki, natomiast robot-położnica była de facto mobilnym inkubatorem.

Robot lekarz. To rozwiązanie nie powinno dziwić; wszak android nie zapomina procedur operacyjnych, nie męczy się i nie jest podatny na stres. Niektórzy jednak mają wątpliwości. Powierzyć dziecko od początku istnienia maszynie? Czy to nie wpłynie na nie negatywnie? Wszak udowodniono, iż pierwsze wrażenie jest niezwykle istotne w procesie poznawczym.

Walkę ze stereotypem zimnej i pozbawionej uczuć maszyny podjęło przedsiębiorstwo Accutronics, które wyprodukowało Nianię TDL. Niezłą reklamą dla tego modelu był fakt powierzenia mu przez Leię Organę Solo opieki nad małoletnim synem Anakinem. Niania TDL to android przypominający wyglądem ludzką kobietę. Wszelkie elementy metalowe tego modelu zostały zaokrąglone lub schowane pod odpowiednio grubą warstwą brązowej skóry syntetycznej.  W całości pokryto nią dwie pary mechanicznych rąk, z których dwie górne służą głównie do trzymania dziecka, a dwie dolne zajmują się innymi czynnościami pielęgnacyjnymi. Niania TDL została pomyślana jako idealny substytut ciężko pracujących rodziców, którzy rzadko przebywają w domu. Dlatego twórcy wyposażyli ją w rozwiązania umożliwiające stałe utrzymywanie temperatury ludzkiego ciała, generowanie głosu matki, a nawet… wydzielanie jej zapachu!

Pytanie o to, do jakiego stopnia prace maszyny powinny zastępować działalność istot inteligentnych nigdy nie było bardziej aktualne i otwarte, jak dawno, dawno temu, w odległej galaktyce. Z jednej strony, wkraczanie maszyn w tak intymną sferę działalności jak opieka nad noworodkami może budzić wiele zastrzeżeń. Z drugiej jednak strony, żadna istota organiczna nie jest w stanie tak cierpliwie i konsekwentnie wykonywać powierzonych jej zadań jak android. Pozostawiam ten dylemat nierozstrzygnięty do własnych rozważań czytelnika. W najbliższej przyszłości planuję poruszyć tematykę codziennej pracy galaktycznej służby zdrowia…

 

c.d.n.




blog comments powered by Disqus