Nowa Nadzieja - czyli o Disneyu jeszcze słów parę

Autor: Nild
Korekta: Hagath
30 listopada 2012

Minęło już trochę czasu od ogłoszenia przejęcia Lucasfilmu przez Disneya, a dyskusje na ten temat nieco ucichły, jednak jest on nadal aktualny i żywo nas dotyka. Czy naprawdę mamy się czego bać?

Większość z fanów widząc po raz pierwszy informację, że Lucasfilm zostanie sprzedany za kwotę raptem 4 mld $ i to w dodatku Disneyowi zapewne przecierała ze zdumienia oczy oraz zastanawiała się, od kiedy to Prima Aprilis jest świętem ruchomym. Samemu zareagowałem podobnie. Zaraz jednak zacząłem zastanawiać się, czy aby na pewno owa transakcja była nie do przewidzenia oraz co dla nas oznacza. Lucasfilm i Disney współpracują ze sobą od dawna. Medialny koncern spod znaku Myszki Mickey od dłuższego czasu konsoliduje swoją siłę, niczym filmowe Imperium Galaktyczne. Tutaj właściwie przechodzimy, w mojej opinii, do sedna całej sprawy.

Piraci z Karaibów, Avengers, Alicja w Krainie Czarów – każdy z tych filmów powstał za sprawą Disneya. Nie dość jednak, że są to produkcje udane (a przynajmniej kasowe i na pewno w większej części „zjadliwe”), to powstały one w dużej mierze niezależnie. Nie posiadają nawet logo Disneya na początku projekcji. Można z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że produkcja nowych filmów z uniwersum Gwiezdnych Wojen będzie samodzielna i nie zobaczymy tam nastoletnich gwiazdek Disneya. Klimatem zaś prawdopodobnie nie będą się wyróżniać spośród aktualnych produkcji kinowych. Nie od dziś wiadomo jednak, że fani chcieliby, aby do świata Gwiezdnych Wojen wrócił klimat rodem z Imperium Kontratakuje czy książek Zahna (z drugiej strony plotka o powrocie Lawrence’a Kasdana, scenarzysty Imperium..., spotkała się z głosami krytyki). Trudno jednak powstrzymać postęp, nawet jeśli forma którą przyjmuje nam nie odpowiada.

Czego jeszcze możemy się spodziewać? Napływu do Lucasfilmu kapitału, albowiem Disney na pewno będzie się starał jak najbardziej rozwijać potencjał marki. Powstanie mnóstwo nowych produkcji, od seriali po gry czy zapowiedziane już nowe filmy fabularne. Uniwersum będzie się rozwijać jeszcze prężniej niż dotychczas, a ja osobiście nie przewidywałbym wielkich zmian w dotychczasowej polityce Lucasfilmu. To jednak także nie każdemu wyda się pozytywem, zważając na to, że ostatnie działania firmy Lucasa nie każdego zadowalają. Najlepszym tego przykładem jest serial The Clone Wars i kontrowersje dotyczące jego ingerencji w dotychczasowe wydarzenia przedstawione w książkach.

Informacja o przejęciu Lucasfilmu przez Disneya jest nieodłącznie związana z tematem planowanych dwóch nowych trylogii, które to papcio Lucas trzymał dotychczas w tajemnicy. To temat nadzwyczaj drażliwy, przede wszystkim z powodów lęków o już i tak coraz mniej spójne uniwersum. Prawdopodobnie przyjdzie nam pożegnać się z Expanded Universe w tej postaci, w której je znamy. Na pewno dowiemy się tego dopiero, kiedy pojawią się już jakieś pewniejsze przecieki nt. fabuły nowych filmów, czy też ich zapowiedzi. Jestem w stanie wyobrazić sobie Jeszcze Nowszą Trylogię w formie uwzględniającej postacie i podstawowe fakty zawarte w książkach, a zarazem realizującą zupełnie nowy pomysł fabularny. O ile to zadanie nie powinno przerosnąć dobrego scenarzysty, wątpię, czy ktokolwiek się go podejmie. Zapowiedziano już zresztą, że nowe filmy będą w równym stopniu czerpać z książek, jak i je zmieniać według wyższego, fanom nieznanego celu.

Kończąc te przemyślenia chciałbym zauważyć, że Disney Star Wars to przede wszystkim potencjał, który miejmy nadzieję zostanie zrealizowany. Nie stanie się to zapewne po naszej myśli, jednak dalej będziemy z tego mogli czerpać przyjemność. W końcu skoro kochamy jedno uniwersum Gwiezdnych Wojen, czemu więc nie pokochać dwóch.





blog comments powered by Disqus