Mistrzowie miecza świetlnego. Najlepsze pojedynki z "Gwiezdnych wojen". Część III: Komiksy

Autor: Smok
Korekta: CodiX
31 sierpnia 2015

Mimo stosunkowo krótkiej historii komiksów spod znaku Star Wars, ich bohaterowie nie mają powodów do wstydu. Boje toczone przez wojowników dzierżących miecze świetlne można śmiało postawić obok potyczek z udziałem Avengers, czy Ligii Sprawiedliwości. Nie zabrakło również i innych cech, do których przyzwyczaił czytelników amerykański komiks, ale póki co pozostańmy przy pojedynkach.

3. Aayla Secura vs Quinlan Vos (Star Wars Republic 68: Armor / Zbroja w Star Wars Komiks 23)

Quinlan Vos, Jedi wiecznie balansujący na granicy pomiędzy Jasną, a Ciemną Stroną Mocy, oraz jeden z ulubieńców wielu fanów Gwiezdnych wojen, przez lata na kartach komiksu zdołał stoczyć wiele pojedynków na miecze świetlne. Najciekawszym z nich jest starcie z byłą padawanką, Aaylą Securą, do którego doszło na łamach 68 numeru serii Star Wars Republic. Pojedynek mistrza z uczniem jest jednym z najbardziej utartych w kulturze schematów, a mimo to każdą, kolejną jego wersję obserwuje się z niemałym zainteresowaniem. Tak samo jest i w tym przypadku. Vos, który co i rusz to przechodził na Ciemną Stronę, to z niej wracał, w Zbroi został ukazany jako jednostka totalnie zagubiona w sidłach mroku. Wydobywające się z jego ust kłamstwa, w które chyba sam uwierzył, przepełniająca Quinlana furia oraz pogłębiająca się obsesja na punkcie drugiego Sitha zostały pięknie przeciwstawione smutkowi, dobroci i spokojowi przepełniającymi Aaylę. Niby kolejne starcie dwóch wojowników stojących po przeciwnych stronach Mocy, niby kolejne przejście Vosa na Ciemną Stronę, niby kolejny pojedynek mistrza z uczniem, a jednak coś w tej konfrontacji przyciąga na tyle, że chce się do niej często wracać. Być może to zasługa udanych rysunków Jan Duursemy i równie dobrego scenariusza Johna Ostrandera. Niewykluczony jest też duch admirała Thrawna czający się gdzieś w mrokach Honoghr, planety, na której doszło do pojedynku Vosa i Secury, a także jednego z ważniejszych miejsc z Trylogii Thrawna. Ciekawym zabiegiem jest również fakt, że walkę obserwujemy z punktu widzenia żołnierza klona, który towarzyszył Aayli podczas pojedynku z Quinlanem.

2. Grievous vs Magna Droids (The Eyes of Revolution w Star Wars Visionaries / Oczy rewolucji w Star Wars Komiks 19)

Trudno w tym przypadku mówić o pojedynku na miecze świetlne. Jest to raczej wzorcowy przykład starcia z użyciem tej najbardziej znanej broni z odległej galaktyki. Pozornie, rzeź droidów dokonana przez rozwścieczonego Grievousa jest zwyczajnym wyładowaniem agresji i złych emocji podsycanych przez Dooku i podwładnych mu członków Konfederacji Niezależnych Systemów, którzy pracowali nad stworzeniem generała. Tak naprawdę dumny wojownik toczy zażarty bój o zachowanie własnej tożsamości. Obecne wokół niego Magna Droidy ucieleśniały maszynę, którą się stał. Może przybrać nowe imię, może zostać generałem Separatystów, może porzucić swoją rodziną planetę Kalee, ale nigdy nie zostanie droidem. Czyni to opisywaną walkę bardzo szczególną. Dodatkowym czynnikiem wyróżniającym to starcie jest warstwa graficzna Oczu rewolucji. Dzięki staraniom Warrena Fu jest to jeden z najpiękniejszych gwiezdnowojennych komiksów.

1. Darth Krayt vs Darth Wyyrlok III (Star Wars: Legacy - War 1 wStar Wars Legacy vol 11 War / Star Wars Dziedzictwo tom 11 Wojna)

Choć pojedynków pomiędzy Sithami w Gwiezdnych wojnach jest dostatek, to niewiele z nich na dłużej przykuło uwagę. Spośród wszystkich komiksowych starć pomiędzy użytkownikami Ciemnej Strony Mocy najlepszym wydaje się być ostateczna konfrontacja pomiędzy Darth Kraytem i Darth Wyyrlokiem III. Za stronę graficzną potyczki ogromne brawa należą się Jan Duursemie, lecz to scenariusz Johna Ostrandera gra tutaj pierwsze skrzypce. Już sam, poprzedzony wspomnieniami, marsz Krayta na świątynię odpowiednio wprowadza napięcie i przygotowuje czytelnika na nieuchronne starcie dwóch istot, które w pełni zasłużyły na tytuł Sitha. Wyyrlok jest pełen agresji i żalu, lecz zgubiło go, charakterystyczne dla potężnych użytkowników Ciemnej Strony Mocy, złudzenie bycia niepokonanym. Jego przeciwnik natomiast wykazał się przebiegłością i okrucieństwem, które wprawiłyby w zachwyt największych spośród Mrocznych Lordów. Aż się chce sparafrazować Tolkiena - nie bądź głupi i nigdy nie śmiej się z Sitha, póki jeszcze zipie. Piękny pojedynek, zarówno pod względem scenariusza, jak i rysunków.

Podyskutuj o tym artykule na forum!


blog comments powered by Disqus