Maszyna o kilku duszach

Autor: Nelani, Nild, Renxar, Roan, Smok
Korekta: Katarn
23 kwietnia 2015

Czym byłby statek bez załogi? Niczym więcej niż tylko pustą, metalową skorupą. Warto więc, skupić się nieco na Rebeliantach na co dzień podróżujących Duchem.

Ezra Bridger

Nild: Ahsoka Tano Rebeliantów. Postać często irytująca, być może najbardziej wyglądający jakby wyjęto go prosto z innych produkcji Disneya (może i Ezra chowa gdzieś lampkę z dżinem? Z pewnością spodobałoby się to Kananowi). Na szczęście ratują go takie wątki jak motyw Tseebo, w które zostajał wplątany, a także to iż powoli jego charakter zyskuje na sile. Uliczny złodziejaszek, który w ciągu jednego sezonu Rebeliantów, zmienia się w padawana, chociaż nadal nieco niepokornego i niepewnego siebie, to jednak ostatecznie zdolnego przeciwstawić się swojej mentorce w imię przyjaźni. Podsumowując, uważam Ezrę za postać o pewnym potencjale, miejscami mocno sztampową, ale jednak, mimo wszystko, wartą uwagi. Dla porównania, Ahsoka z początków TCW nie reprezentowała sobą praktycznie...nic.

Renxar: Zgadam się z Tobą w wielu kwestiach. Ezra jest nieco irytujący na początku. W pierwszym odcinku wydaje się nonszalancki i samolubny. Myślę jednak, że jest to jego reakcja obronna na cierpienie, którego doświadczył. Z drugiej jednak strony, osoba po jego przejściach powinna być bardziej dojrzała w stosunku do rówieśników. Jego największym atutem jest lojalność oraz troska wobec przyjaciół. Nawet w sytuacjach “podbramkowych” nie odwraca się od nich i nie ucieka. Z każdym następnym odcinkiem coraz bardziej przekonuję się, że to za co walczy jest słuszne.

Wspomniałeś o Ashoce. Porównując ich masz dużo racji. Oboje mają podobne charaktery i również przechodzą metamorfozę z dzieciaków w prawdziwych padawanów. Dla porównania Ahsoka z początków TCW nie reprezentowała sobą praktycznie...nic. Nie zgodzę się z tym. Uczennica Skywalkera, w przeciwieństwie do Ezry, od początku była oddana sprawie i nie trzeba się było z nią przekomarzać aby pomagała w walce. Nawet Rex ją za to pochwalił.

Nild: Źle w takim razie to ująłem. Ahsoka była nijaka, indoktrynacja Jedi tutaj bynajmniej nie pomagała.O dziwo, było tak nawet w chwilach kiedy irytowała. To był ogólny problem początków TCW, gdzie tylko niektóre odcinki się wybijały, a reszta usypiała. Wszystkie straszyły beznadziejnymi lokacjami, zaś tylko niektóre bolały zmianą ustalonych dawniej wydarzeń, jak np pochodzenia Talzów. Trudne początki widać nieco w Rebeliantach, jednak start serialu wydaje się bardziej dopracowany.

Jest jeszcze jedna postać jaką Ezra bardzo przypomina, a jest nią Luke Skywalker. Młodzieniec odkryty za późno na zwyczajowy trening Jedi, niepewny swoich umiejętność. Być może to daleko idące skojarzenie, wywołane niedawną lekturą Heir to the Jedi, która porusza właśnie ten temat. Póki co, nie dorównuje jego osobie pod żadnym względem, ale wiele się jeszcze może wydarzyć.

Renxar: Faktycznie ma coś wspólnego z Lukiem, ale bynajmniej nie jest jego stuprocentową kalką. Ezra jest od niego bardziej niepokorny i brakuje mu niekiedy opanowania.

Kanan Jarrus

Smok: Padawan, który ma szkoli własnego padawana… Cóż, rozkaz 66 i późniejsze proklamowanie Imperium Galaktycznego wiele rzeczy postawiły na głowie. Kanan jest postacią o zmarnowanym potencjale, trochę nudną i niekiedy cierpiącą na syndrom Luke’a Skywalkera. W kilku scenach Jarrus wydaje się zbyt potężny jak na dzieciaka, który nigdy nie przeszedł pełnego szkolenia. A jeśli pod uwagę weźmie się jeszcze jego zaskakującą odporność na pokusy Ciemnej Strony, to otrzymujemy postać zbyt papierową. I kilka drobnych scen ukazujących wewnętrzne rozterki Kanana tego nie zmieni.

Roan: Nowa wersja Dassa Jennira, głównej postaci serii komiksowej Mroczne czasy. Długowłosy członek Zakonu Jedi, który zdołał przeżyć czystkę zapoczątkowaną przez rozkaz 66 i przyczaił się na rubieżach galaktyki przy pomocy towarzyszącej mu istoty inteligentnej, niebędące człowiekiem (Hera). Pomimo trudnych doświadczeń postanowił na miarę swych możliwości krzewić dobro w galaktyce. Czasem nawet wbrew swoim możliwościom.

Brzmi naprawdę znajomo. Trochę mnie zaskoczyło, kiedy został ujawniony fakt, iż Kanan był uczniem Depy Billaby, uczennicy Mace’a Windu. Ale z drugiej strony nowe czasy mają swój nowy porządek. Kanan nie jest złą postacią, ale serio, widzę w nim nieco mniej udaną kalkę Dassa Jennira, co nie pozwala mi uznać go za swoją ulubioną postać.

Smok:Tobie się kojarzy z Dassem Jennirem, a mnie z Quinlanem Vosem. Nie żeby postacie były do siebie podobne, ale wciąż nie mogę się wyzbyć mojego pierwszego skojarzenia. Gdy w materiałach promocyjnych ujawniony został wizerunek kolejnego Jedi z bronią palną w ręku, od razu przypomniała mi się okładka jednego z Republiców.

Renxar: Szczerze mówiąc, mam zupełnie inne skojarzenia niż Wy. Widząc Kanana mam przed oczami typowego rycerza fantasy. Wiąże się to z jego wyglądem: długie włosy, postawa, niepełna zbroja, która mówi do widza mnie się kule nie imają oraz szlachetna broń, czyli miecz. Poza tym, jego niezłomność wobec Ciemnej Strony potęguje moje wrażenia.

Nelani: Kanan, poza okropną fryzurą a la Qui-Gon, jest moją ulubionym członkiem załogi. Może i jego historia nie jest jak na razie zbyt interesująco rozwinięta, ale sam sposób kreacji postaci, połączony z dopracowanym dubbingiem, powoduje, że nie da się go nie lubić. Szczególnie na tle innych postaci, które czasami zbyt mocno wtłaczane są w wyznaczone im ramy bycia nietypowym przedstawicielem swojego gatunku. Z Kananen przynajmniej nikt nie starał się być na siłę oryginalny...

Hera Syndulla

Nild: Postać z prawdopodobnie największym potencjałem z całej szajki. Właściwa przywódczyni załogi Ducha, Twi’lekanka z poczuciem misji i determinacją aby doprowadzić ją do skutku, nawet kosztem swojego życia, czy też pozostałych towarzyszy. Czyni z niej to swoiste połączenie Hana Solo z Leią Organą, a jednak jej postać pozostaje mocno na drugim planie. Miejmy nadzieję, że twórcy serialu jeszcze pozwolą jej się wykazać.

Roan: Tak, to właśnie jest moja ulubiona postać. Jest młodą Twi’lekanką w średnim wieku, nie epatuje erotyzmem, nie romansuje, ma sporo w głowie i zna się na swoim fachu. Mało jest Twi’leków kumulatywnie spełniających te przesłanki. To ona spaja drużynę, można o niej powiedzieć, że jest matką dla wszystkich, nawet Kanana; potrafi strofować go niczym rodzicielka. Kanan bynajmniej nie jest dla Hery ojcem. Hera wygrała. Jest najlepsza.

Smok: Twi’lekanka, którą można polubić za charakter, a nie odsłonięte ciało? Szybciej znajdzie się uczciwego Hutta. A jednak! Twórcom Rebeliantów udało się stworzyć taką postać, za co należą im się wielkie brawa. Szkoda jedynie, że Hera jest, póki co, mało eksploatowaną postacią. Może w drugim sezonie coś się w tej kwestii zmieni.

Nild: Zdałem sobie teraz sprawę, że być może nie brak czasu antenowego najbardziej mi przeszkadzał, a bardziej brak mocnego nacisku na postać Hery. Tak, mieliśmy odcinek w opuszczonej bazie, ale nadal jej osoba zdaje się pozostawać w cieniu, z którego odpowiednio kieruje pozostałymi. Może takie jest jej miejsce w drużynie Ducha, a w pewnym sensie czyni to ją nawet ciekawszą. Niemniej, nadal nie mogę oprzec się wrażeniu, że Hera równocześnie potrzebuje silnego zaakcentowania jakimś wątkiem, aby stać się pełnoprawną postacią kapitana, zamiast tylko figurą matki.

Garazeb Orellios

Renxar: Garazeb Orellios, zwany przez przyjaciół Zebem, to postać, która od początku przykuła moją uwagę. Wydawać by się mogło, że jest to przysłowiowy goryl od czarnej roboty, jednak, pod groźnie wyglądającą maską czai się bardzo interesująca postać. Przede wszystkim miał bogatą przeszłość, o której niewiele mogliśmy się jak na razie dowiedzieć. Za młodu wykształcił się i służył w wojsku na rodzimej planecie Lasan. Został członkiem Straży Honorowej, co świadczy o jego biegłości w sztukach walki. Dodatkowo miał swój osobny wątek z Kalusem, który przedstawia ich prywatne porachunki. Mam nadzieję, że twórcy rozwiną tą postać. Dobry proto-wookie nie jest zły.

Nild: Prawdopodobnie najmniej imponująca postać, pomimo tego że twórcy starają się eksponować go jako komiczny odpowiednik Chewbacci, na którym był wzorowany jego wygląd (proszę, niech nikt mi nie przypomina o Wookiech z Iskry!). Żarty z nim związane są przeważnie płaskie i głupkowate, a interakcje z Ezrą nie służą żadnej z tych postaci.

Roan: Zgadzam się z poprzednikiem, ogromna kalka Chewbacci. Ale bardziej udana. W przeciwie do Chewiego mówi w basicu. Interakcje z Ezrą są ciekawe i głęboko uzasadnione przez koncepty postaci. W mniejszym stopni jego poczynania są determinowane przez plemienną tradycję/religię, a w większym przez zaufanie jakim obdarza załogę Ducha. Chciałbym poznać jakąś historię z innymi przedstawicielami jego rasy w tle.

Smok: Chyba jedyny członek załogi Ducha, którego nie polubiłem nawet w najmniejszym stopniu. W Iskrach Rebelii był jeszcze całkiem znośny, ale w dalszej części serialu stał się irytujący, a sporo scen z jego udziałem sprawia wrażenie niepotrzebnych. Jasne, Ezra potrzebował w tej wielkiej, rebelianckiej rodzinie kogoś na kształt starszego brata, ale twórcy trochę przesadzili i podobnie jak Nild uważam, że relacje Ezry z Zebem nie służą niczemu. Jedyne co jest interesujące w postaci Orelliosa to jego rasa. Tak jak i Roan, ja również chciałbym zobaczyć jakiś odcinek poświęcony Lasatom.

Sabine Wren

Nild: Młoda Mandalorianka-artystka, ekspertka od wszystkiego co wybucha, akrobatka i niezły strzelec. Być może nie jest szczególnie dobrze zrealizowaną postacią i jej charakter nie dotrzymuje kroku krzykliwości jej własnych prac… to jednak tu i ówdzie wybija się ponad przeciętność. Pomysł na pomalowanie TIE fightera, jej dociekliwość w temacie postaci Fulcruma, czy inne pomniejsze wątki powoli budują postać Sabine. Przed Rebeliantami jeszcze zapewne długa droga i przyjdzie nam zmienić te czy inne opinie, pomimo tego, że sam serial jest tylko bajeczką.

Roan: Najmniej ją lubię z drużyny. Hańbi pamięć prawdziwych Mandalorian. Oni nigdy nie będą dla mnie pacyfistycznymi rolnikami. To są twardzi wojownicy. Sabine może jakimś cudem zdobyła mandaloriańską zbroję albo jest płatnerzem-hobbystką. Ale nie jest mandalorianką. Ogólnie odnoszę wrażenie, że jest po to, żeby Ezra miał upust dla swoich hormonów. Kolejna kalka; 9-letni Anakin widzi anioła w starszej do siebie Padme (jak się poznali była już królową planety!). Sabine jest artystką i to jedyny fajny wątek z nią związany. Niestety, słabo wykorzystany w konkretnych odcinkach, a największą masakrą było chyba: nudziłam się, więc pomalowałam myśliwiec TIE na pomarańczowo.

Smok: Roanie, ale nawet w społeczeństwach słynących z wojowniczego charakteru jego członków, nie wszyscy byli wojownikami, więc nie rozumiem Twojego oburzenia. Poza tym, Sabine udowodniła, że jest twardą wojowniczą. Zamiast hańbą, nazwałbym ją powiewem świeżości w skostniałym wizerunku Mandalorian. Artystka, akrobatka i… anorektyczka. Jedna z nielicznych postaci w Rebeliantach, której należy się nowy model postaci. Jasne, Sabine to jeszcze dziecko, ale nawet dzieci swoim wyglądem nie przypominają patyczaków, a już na pewno sprawny fizycznie wojownik tak nie wygląda. Szkoda jedynie, że młoda mandalorianka dostała stosunkowo niewielką ilość czasu antenowego. Liczę na to, że sytuacja ta ulegnie zmianie w drugim sezonie.

Nild: Zgadzam się ze Smokiem odnośnie dziedzictwa kulturowego Sabine. Cokolwiek by nie powiedzieć o wątku pacyfistycznych mandalorian, urozmaicił owo społeczeńtwo.  Chociaż wizja Traviss też miała swoje plusy, była poniekąd nudna. Ileż jednakowych kopii silnych, acz wrażliwych mięśniaków można znieść? W moim wypadku niewielu, a przynajmniej nie w tej samej książce. Pomimo tego, że sam wielokrotnie znajduję w postaciach Rebeliantów silniejsze czy słabsze inspiracje innymi postaciami Gwiezdnych wojen, to jednak nie widzę w tym nic złego (może poza osobą Zeba). Po pierwsze, Duch to nie Sokół Millenium i, pomimo pewnych zapożyczeń, różnice są znaczne i zdecydowanie separują jeden statek od drugiego. Po drugie, w naszych czasach jest coraz ciężej zrealizować coś na tyle oryginalnego, aby nikt nie doszukał się jakichś inspiracji w projekcie… Ponadto, tutaj akurat wzorzec jakim się posłużyli twórcy Rebeliantów jest jak najbardziej w porządku. Po trzecie, Sabine jest ledwo o dwa lata starsza od Ezry i chociaż faktycznie jej postać jest nieco niedopracowana, to zdecydowanie nie ma praktycznie nic wspólnego z Padme. I dobrze, bo to moim zdaniem najgorsza postać prequeli.

Odnośnie zaś anoreksji, to zupełnie nie wiem skąd taki wniosek. Sabine jest dokładnie takiej samej “grubości” co Hera, przy czym ta druga nosi zwyczajnie szersze ciuchy. Obie zaś, aby podkreślić ich płeć, są nieco szczuplejsze od Ezry.

Smok: Po części przemawia do mnie to co napisałeś o Sabine, ale nadal uważam, że jej model postaci mógłby ulec delikatnej poprawie. A może po prostu moja uwaga wynika z niechęci do postaci w animacjach, które są przesadnie grube bądź, w tym przypadku, zbyt szczupłe.

Chopper

Smok: Nie sposób nie polubić tego wrednego i rozbrykanego astromecha. Cieszę się, że twórcom udało się uniknąć kolejnej kalki R2 (oczywiście poza wyglądem, który był wzorowany na jednym ze szkiców koncepcyjnych do Starej Trylogii).

Roan: Przedstawiciel stosunkowo rzadko wykorzystywanego w historiach SW modelu droida astromechanicznego typu R5. Droid z ADHD. Trzeba przyznać, że ma charakter. Fajnie pokazany w odcinku z Lando. Niekiedy irytująco wplątywany w utarczki między Ezra i Zebem. Do tej pory nie ogarniam, sceny, w której wypchnął androida Imperium poza pokład Ducha. Była super, dziwna i głupia jednocześnie. Nie umiem ocenić Choppera.

Nild: Najlepsza postać została na deser! Żartowniś bez głosu, którego żarty faktycznie śmieszą i posiadają odpowiedni pazur. Jak pozostałe postacie Rebeliantów, nie jest szczególnie oryginalny (cóż jest w świecie, w którym wszystko już było). Jak wspomniał Smok, na szczęście nie jest on kalką z Oryginalnej Trylogii - bardziej przypomina niektóre droidy ze starego EU. O ile pełni on jedynie rolę zabawnego rozładowywacza napięcia, to robi to dobrze.






blog comments powered by Disqus