Imperialna flota

Autor: Wolf Simon
16 maja 2001

Przyzwyczailiśmy się już do faktu, że wojska imperialne w trylogii przedstawiane są jako marnie wyszkoleni nieudacznicy. Standardem jest to, że szturmowiec nie umie strzelać, pilot myśliwca TIE nie umie latać, a dowódca okrętu - dowodzić. Jedyna udana akcja wojsk Imperatora, to lądowanie na Hoth. Poza tym wszystkie operacje przedstawiane w trylogii są pokazem nieudolności armii Imperium. Jednakże są pewne granice, których nie powinno się przekraczać, a zostały przekroczone. Chodzi mi o bitwę o Endor. Moim zdaniem, Lucas nieco przegiął ukazując taką różnicę sił i późniejszy wynik. Oglądając końcówkę "Powrotu Jedi" miałem wrażenie, że za sterami myśliwców TIE zasiadają niedorozwinięci piloci, a dowódcami okrętów Imperium są losowo wybierani ludzie przytułku dla obłąkanych.

Krótki rys techniczny pozwoli nam na prześledzenie potężnej różnicy w sile obydwu ścierających się flot pod Endorem, jak również uświadomi, że przegrana Imperium nie miała szansy się wydarzyć. Zacznę od Rebelii. Z tego, co można było zauważyć, do walki weszły dwa krążowniki kalamariańskie, około pięciu koreliańskich korwet, dwie fregaty typu Nebulon, fregata szpitalna i cztery, zupełnie nieprzydatne w warunkach bojowych, transportowce. Czyli niezbyt imponująca flotylla.

Główną siłą uderzeniową tej armady były krążowniki kalamariańskie, mogące nawiązać równą walkę z Gwiezdnymi niszczycielami klasy Imperial. Okręty te dorównywały gabarytami gwiezdnym niszczycielom, przewyższały je pod względem wytrzymałości konstrukcji, ale nie mogły równać się z nimi siłą ognia i uzbrojeniem. Jednak, czegóż można żądać od przerobionych statków pasażerskich. Przeciętny krążownik typu MC 80 charakteryzował się posiadaniem trzech eskadr myśliwskich, w sumie trzydziestu sześciu maszyn. Ciężko jest powiedzieć, jakie to były myśliwce, bo rebelianci mieli zasadę wypełniania hangarów wszystkim, co mieli pod ręką, tak więc rzadko kiedy występowały eskadry składające się z jednego typu myśliwców. Podczas Bitwy o Endor nie da się jednoznacznie sprecyzować, czy na pokładach statków Rebelii były jakiekolwiek myśliwce, bo widać było, że przed ciężkimi okrętami w nadprzestrzeń skaczą myśliwce. Potężnym atutemKrążownika Kalamari był jego pancerz. Statki te były niesamowicie wytrzymałe, znacznie bardziej niż Imperialne niszczyciele, co zawdzięczały swej nietypowej, opływowej budowie. Posiadały również silne tarcze ochronne, których to rejony działania pokrywały się w najważniejszych miejscach konstrukcji statków. Co do uzbrojenia, to standardowo wyposażano je w czterdzieści osiem baterii turbolaserów, dwadzieścia dział jonowych i sześć emiterów promieni ściągających. Całkiem niezła siła ognia.

Wspomniałem, że w bitwie o Endor brały udział dwa takie okręty, przynajmniej tak można było zauważyć. Drugim z nich był flagowiec Admirała Ackbara, "Home One", znacznie zmodyfikowany krążownik kalamariański. Zabierał on na pokład aż dziesięć eskadr myśliwskich ( sto dwadzieścia myśliwców ), zmniejszono prawie o połowę ilość baterii turbolaserów, do dwudziestu dziewięciu, na rzecz dział jonowych, których to zamontowano aż trzydzieści sześć. Zwiększono również ilość promieni ściągających do dziewięciu. Zamontowanie dodatkowych generatorów pól ochronnych, czyniło z "Nome One" niesamowicie odporny na trafienia okręt, mogący nawiązać samotną walkę nawet z dwoma niszczycielami klasy Imperial.

Rebelia do bitwy o Endor wprowadziła również dwie fregaty klasy Nebulon-B w wersji bojowej i jedną w wersji szpitalnej. Były to okręty zbudowane przez Imperium jako eskortowce konwojów do zwalczania myślwców. Źródła imperialne podają, że na początku wojny galaktycznej Rebelia posiadała aż kilkadziesiąt takich jednostek w swej flocie, tak więc dziwi fakt, że tylko trzy takie okręty wzięły udział w bitwie o Endor. Te, trzystumetrowe okręty, były niesamowicie niebezpieczne dla myśliwców, choć dla większych jednostek nie stanowiły większego zagrożenia. Standardowo wyposażano je w dwanaście baterii turbolaserów, tyleż samo dział laserowych do zwalczania maszyn myśliwskich i dwa emitery promieni ściągających. W ich hangarach zwykle stacjonowały dwadzieścia cztery myśliwce. Jednostki te często wykorzystywane były jako zwiad, dzięki skanerom dalekiego zasięgu. Częstą modyfikacją tej fregaty w szeregach Rebelii były fregaty medyczne. Miały one znacznie mniejszą wartość bojową, gdyż pozbawiono je myśliwców, zmniejszono również do sześciu ilość baterii turbolaserów i ośmiu dział laserowych.

 W bitwie wzięły udział cztery koreliańskie korwety, często zwane "łamaczami blokad". Nazwę tę nadali im imperialni wojskowi, gdyż spora ilość tych jednostek znajdowała się w rękach Rebelii, przemytników i piratów, a dzięki ich sporej prędkości podświetlnej i szybkiemu komputerowi nawigacyjnemu ( szybkie skoki w nadprzestrzeń ), często unikały schwytania przez okręty imperialnej blokady. Uzbrojeniem nie imponowały, gdyż wyposażano je w dwa, podwójnie sprzężone turbolasery na wieżyczkach i cztery pojedyncze na burtach statku. Jako statki o niedużych rozmiarach, (tylko sto pięćdziesiąt metrów długości), były bardzo zwrotne. Niestety, były one jedynie wsparciem dla większych statków, gdyż nawet dwie albo i trzy takie jednostki nie mogły zagrozić pojedynczemu niszczycielowi klasy Imperial, czy nawet klasy Victory.

Wspomniałem również o bezużytecznych transportowcach. Otóż były one prawie bezużyteczne, gdyż najczęściej uzbrojone były w cztery podwójne działa laserowe i dość słabe generatory pól ochronnych. Często zdarzało się również, że demontowano uzbrojenie, by zamontować je na innych okrętach wojennych, wedle potrzeby.

Nie znamy ilości myśliwców użytych przez Rebelię w starciu o Endor, ale można próbować je policzyć. I tak, licząc, że wszystkie ze statków mają komplet myśliwców, otrzymujemy około dwustu dziesięciu maszyn. Oczywiście, w tej ilości były różne typy statków, najpopularniejsze oczywiście X-wingi stanowiły zapewne znaczny procent tej ilości, choć nie można być tego pewnym. Część stanowiły zwrotne A-wingi, było zapewne sporo Y-wingów i nieco B-wingów.

Wypada teraz napisać nieco o stronie przeciwnej. Flota Imperialna była trzykrotnie wieksza i niemożliwością było, powtarzam niemożliwością, przegranie tej bitwy. A jednak... Oglądając sceny z bitwy, doliczyłem się około dwudziestu pięciu Gwiezdnych niszczycieli klasy Imperial i oczywiście Executora. Aby pokonać siły rebelianckie z powodzeniem wystarczyłaby jedna trzecia tej floty. Sam Executor był w stanie nawiązać równą walkę z obydwoma krążownikami Mon kalamari i wyjść z niej zwycięsko. Jego potężne rozmiary, aż osiem kilometrów długości, zapewniały wysoką wytrzymałość na uszkodzenia. Posiadał ponad tysiąc stanowisk artyleryjskich, z czego większość były to turbolasery, reszta to działa jonowe i laserowe, wyrzutnie torped i emitery promieni ściągających. Przewoził dwa pełne skrzydła myśliwskie (sto czterdzieści cztery maszyny) i ponad dwieście innych jednostek bojowych i transportowych. Tak więc, jak widać, był w stanie stanąć do walki z połową floty Rebelii.

Jak już napisałem, doliczyłem się około dwudziestu pięciu gwiezdnych niszczycieli. Niestety, nie wiadomo, czy w tej liczbie znajdowały się jednostki klasy Victory lub Imperial II. Przeglądając jednak sceny z walki, nie zauważyłem żadnego niszczyciela klasy Victory. Klasy Imperial II praktycznie rozpoznać się nie da na pierwszy rzut oka, tak więc przyjmę, że wszystkie niszczyciele były klasy Imperial. Były to potężnie uzbrojone jednostki, których sam widok mógł zgasić ducha walki wśród przeciwników. Te długie na tysiąc sześćset metrów, białe kliny, budziły postrach i respekt w całej galaktyce. Standardowo wyposażano je w sześćdziesiąt stanowisk turbolaserów i tyle samo dział jonowych. Wyposażone również w silne generatory pól ochronnych, choć ich umiejscowienie było wybitnie głupie. Maksymalnie na niszczycielu stacjonować mogło pełne skrzydło myśliwskie ( siedemdziesiąt dwie maszyny ), jednakże w czasie Bitwy o Endor każdy niszczyciel posiadał w hangarach trzy eskadry myśliwców Tie, eskadrę bombowców i dwie Interceptorów, czyli całe skrzydło.

Sumując Imperium posiadało aż tysiąc dziewięćset pięćdziesiąt maszyn, z czego jedna trzecia to świetne Interceptory, a jedna szósta to bombowce zdolne roznieść w pył całą flotę Rebelii. Oczywiście nie wiemy, czy każdy niszczyciel posiadał pełne skrzydło myśliwskie na pokładzie, ale nawet licząc, że Imperium dysponowało połową wyliczonych przeze mnie maszyn, to i tak nie dałoby to jakichkolwiek szans rebelianckim pilotom. Dlatego bardzo zastanawiająca jest przegrana Imperium. Porażkę tę próbowano tłumaczyć faktem, że śmierć Imperatora spowodowała zamęt w szeregach Imperium, bo Palpatine przestał kontrolować poczynania swoich oficerów na niszczycielach. Moim zdaniem wytłumaczenie to jest o tyle naiwne, co głupie. Przecież na każdym Gwiezdnym niszczycielu dowodził wyszkolony oficer imperialnej marynarki, który świetnie sobie radził z wydawaniem rozkazów w warunkach bojowych i umiał podejmować słuszne decyzje. A jednak wszyscy oni uciekli... Sprawa co najmniej dziwna, bo jeśli posiada się taką przewagę, to nawet strata dowódcy nie będzie bodźcem do odwrotu. Mogę się założyć, że wszyscy z kapitanów imperialnych niszczycieli chcieliby uzyskać stopień admirała, a nie widzę lepszej sposobności, jak zebranie i poprowadzenie na wroga własnych, rozsypanych wojsk. Tym bardziej, że wróg był bardzo słaby, a działalność Gwiazdy Śmierci II jeszcze uszczupliła jego szeregi. Pierwszy strzał zniszczył krążownik Mon Kalamari, a drugi jeden z transporterów.

Kolejną irytującą sytuacją było zniszczenie Executora. Na filmie widać, jak dwa lecące A-wingi trzema salwami niszczą generatory pól ochronnych superniszczyciela. No, to już jest spora przesada. Przecież generatory pól są również przez nie chronione, tak więc nie ma mowy i ich zniszczeniu przez dwa A-wingi. Executor uległ zniszczeniu w skutek działań pilota, który - tracąc panowanie nad maszyną, rozbił się o główny mostek dowodzenia okrętu. Kolejna bzdura. Mostek kapitański chroniony jest bardzo silnymi polami ochronnymi. Próbowano tłumaczyć, że te dwa A-wingi niszcząc generatory pól, pozbawiły mostek tarcz, co jest kolejnym bzdetem. Załóżmy, że nawet udało się im zniszczyć generatory, to nawet ich destrukcja nie pozbawia okrętu już wygenerowanych pól siłowych. Owszem, jednostka traci możliwość ich odnawiania, ale nie traci od razu wszystkich tarcz. I sprawa ostatnia. Jak można zauważyć Executor rozbił się o powierzchnię Gwiazdy Śmierci II.Wypada zapytać, jakim cudem. Przecież cała flota Imperium znajdowała się dobre piętnaście kilometrów od Gwiazdy i wcale się do niej nie zbliżała. Widać to dokładnie w sali tronowej Imperatora, gdy Luke obserwuje przez iluminator trwającą walkę. Tłumaczono, że ekipy z zapasowych stanowisk dowodzenia nie zdołały przejąć kontroli nad uszkodzonym superniszczycielem. No, przez piętnaście kilometrów to jest do zrobienia, poza tym Executor do bardzo szybkich okrętów nie należał.

Uważam, że jeśli już koniecznie Imperium miało przegrać, to nie musiało tego robić w tak głupi i nieprawdopodobny sposób. Twórca nie musiał aż tak bardzo ośmieszać floty imperialnej i powinien pokazać nieco bardziej wyrównane siły by otrzymać taki, a nie inny, końcowy wynik.

Rozczarowany i zniesmaczony Wolf Simon.
Wszystkie dane techniczne wzięto z Przewodnika o statkach i okrętach Gwiezdnych Wojen autorstwa Billa Smitha.



blog comments powered by Disqus