Fanfiksacja, czyli dawno temu w bardzo odległej galaktyce ...

Autor: Achika
3 listopada 2001

Kiedy rok temu zaczynałam pod wpływem premiery I Epizodu Gwiezdnych wojen coś tam nieśmiało skrobać w zeszyciku, nie podejrzewałam nawet, jak ogromne rzesze ludzi na całym świecie zajmują się podobną twórczością. Mało tego, w ogóle nie znałam nawet słowa ,,fanfik". Teraz już nie wyobrażam sobie bez nich życia, a poniedziałkowe sprawdzanie, co nowego pojawiło się na fanfikowych stronach www weszło mi w nawyk, by nie powiedzieć nałóg.

Słowo ,,fanfik" powstało ze spolszczenia angielskiego fanfic, które jest skrótem wyrażenia fan fiction, czyli ,,twórczość fanów", i, jak sama nazwa wskazuje, jest to twórczość w zasadzie dla fanów przeznaczona. Wynika to głównie z potrzeby dokładnej znajomości opisywanego świata, bohaterów i zależności między nimi. Autor opisujący na przykład sceny z codziennego życia rebelianckich żołnierzy na Hoth nie będzie wdawał się w szczegółowe wyjaśnianie, co to jest Rebelia, co Imperium i dlaczego księżniczka Leia bez przerwy dogryza Hanowi. Autor zakłada z góry, że czytelnik wszystkie te rzeczy po prostu wie, i dlatego nie zawraca sobie głowy łopatologicznymi wyjaśnieniami (w przeciwieństwie do pisarzy tworzących oficjalne sequele - oni co jakiś czas serwują czytelnikowi informacje, że np. Obi-Wan, z którego duchem rozmawia Luke, był jego pierwszym nauczycielem Mocy, która to Moc spaja galaktykę; i zginął w pojedynku z Vaderem, który to z kolei Vader... i tak dalej).

Dla autora jest to wielkim ułatwieniem. Korzysta z gotowego świata i gotowych bohaterów, a jeśli mu mało, zawsze może sam stworzyć kolejne rasy, planety i zwyczaje - w końcu galaktyka jest ogromna. Niektórzy nadużywają tej możliwości, choć dotyczy to głównie pisarzy ,,oficjalnych" - wydaje się, że każdy z nich za punkt honoru przyjmuje wprowadzenie do świata Gwiezdnych wojen nowych, coraz to dziwniejszych elementów. Fani mają więc skąd czerpać pełnymi garściami.

Pisanie fanfików może być niezłym treningiem literackiego stylu. Ponieważ nie trzeba wymyślać świata, autor może skupić się na relacjach między postaciami, pogłębiać ich od strony psychologicznej lub, przy okazji obcowania ze swoim ulubionym filmem ćwiczyć różnego rodzaju opisy. Mam ochotę machnąć scenę romansową - proszę bardzo, Anakin i Amidala albo Leia i Han dostarczają pola do popisu. Pojedynek? Qui-Gon z Maulem, Obi-Wan z Vaderem, a jak się komuś nie podoba, to zawsze może wymyślić nowego wroga. Walka w kosmosie? Nie ma sprawy, wyczyny Eskadry Łotrów można opisywać w nieskończoność. Dowcipny dialog łowców nagród, dramatyczna scena przechodzenia na Ciemną Stronę, czyjaś śmierć, pościg, ucieczka, intrygi polityczne na dworze Imperatora... Nie ma chyba takiego tematu, który nie dałby się pod Gwiezdne wojny podciągnąć.

Oczywiście, ma to swoje wady. Łatwo wpaść w pułapkę powielania schematów, łatwo też całkowicie odzwyczaić się od opisywania wyglądu miejsc i osób, no bo skoro wszyscy wiedzą, jak wygląda sala tronowa Imperatora i w co ubiera się Han Solo... Ale dla autora, który bardzo chciałby coś pisać, tylko nie wie, co, fanfiki mogą stać się doskonałą szkołą.

Są też świetnym polem do popisu dla kogoś, kto uwielbia zmieniać zakończenia, zastanawiać się, ,,co by było, gdyby" i ma mnóstwo pomysłów na poprowadzenie akcji inne niż w filmie. Taka twórczość oznaczana jest symbolem AU (Alternative Unverse, czyli wszechświat alternatywny) i może wyglądać bardzo różnie. Jeden autor dojdzie do wniosku, że bardziej prawdopodobne byłoby, gdyby Luke uległ Vaderowi i przyłączył się do niego, aby obalić Palpatine'a - wtedy zmianie, czy raczej likwidacji ulega tylko Powrót Jedi. Ktoś inny natomiast wymyśli, że Vader w jakiś sposób odnajdzie kilkuletniego Luke'a i zabierze go ze sobą, aby go szkolić (Luke Vader, From the Depths of My Heart) - w takim przypadku klasyczna trylogia w ogóle nie ma szans zaistnieć.

Nie ma takiego możliwego rozwoju akcji, którego nie spenetrowałaby wyobraźnia amerykańskiego fana. W fanfikach wszystko jest możliwe. Han Solo ma zaginioną córkę. Gubernator Tarkin ma zaginioną córkę. Obi-Wan ma zaginioną córkę (zaraźliwe, czy co?), i jest nią nie kto inny, tylko Mara Jade. Anakin nie przechodzi na Ciemną Stronę i wraz z Rebelią zwycięża Imperium. Luke przechodzi na Ciemną Stronę, okazując się przy tym wnukiem Palpatine'a. Uciekającemu z Bespin ,,Sokołowi Millennium" nie udaje się wejść w nadprzestrzeń i Vader zabiera swoje dzieci na Coruscant (ciekawe, ale wciąż niedokończone Darker Destiny). Leia, Luke i Han odnajdują Amidalę uwięzioną przez Imperatora w podziemnym więzieniu na Naboo (bardzo ładnie napisane i psychologicznie prawdopodobne First Encounters). Nastoletnia Leia zaprzyjaźnia się z Vaderem (doskonała seria Father's Heart). Startujący z Tatooine Nubian T-14 przenosi się w czasie i wpada prosto na bohaterów klasycznej trylogii tuż po wysadzeniu barki Jabby (I'm Your What?). Qui-Gon Jinn nie ginie w walce z Maulem... o, pardon, tego jeszcze nie ma... hehe. Nie mówiąc już o dziesiątkach prequeli i sequeli, ze szczególnym uwzględnieniem Xanatosa i Mary Jade.

Humor też jest bogato reprezentowany, chociaż dla niektórych autorów szczytem dowcipu wydaje się być wykradzenie majtek Yody przez jakiegoś psotnego padawana (ech, Amerykanie). Ale zdarzają się też naprawdę dobre teksty, jak np. historia Obi-Wana, zmuszonego na skutek pomyłki administratora dzielić wynajęte mieszkanie z... Maulem (Roommate Wars). Albo krótka opowieść o byłym kanclerzu Valorum, który poszukując pracy omal co nie zostaje sekretarzem Dartha Sidiousa. Sporo jest też przeróbek scenariuszy oraz tzw. crossovers, czyli mieszania Gwiezdnych wojen z innymi filmami i książkami - prym wiodą przede wszystkim X-Men, Star Trek oraz Przewodnik autostopem przez Galaktykę.

Pierwszą stroną, z którą się zaznajomiłam, był fanfix.com. Opowiadania są tam podzielone tematycznie: Stara Republika, Młodzi rycerze Jedi, Rebelia, Powrót Imperium, i tak dalej.
A potem dowiedziałam się o fanfiction.net i w tym momencie wsiąkłam. Jest to ogromna strona, zawierająca twórczość fanów nie tylko spod znaku Gwiezdnych wojen - są tam inne filmy, książki, komiksy, anime... Samych fanfków gwiezdnowojennych jest tam w tej chwili ponad trzy tysiące, i liczba ta rośnie niemal codziennie.
Ta strona jest urządzona inaczej - po wejściu na nią wyświetla się lista tekstów w porządku chronologicznym; wybierając odpowiednie opcje można zmienić to na układ alfabetyczny wg autorów lub tytułów albo wg ograniczeń wiekowych; można też wyświetlić tytuły gatunkami: dramat, romans, akcja/przygoda, humor, ogólne. Obok tytułu mamy kilkulinijkowe streszczenie, określenie jego przynależności gatunkowej i wiekowej, link do ,,wizytówki" autora (oprócz informacji o nim i ewentualnie zdjęcia, ukazuje się tam od razu lista wszystkich jego/jej utworów zamieszczonych na tej stronie) i do recenzji czytelników.

Wszystkie teksty na fanfiction.necie są zakwalifikowane wg kategorii wiekowych, na takiej samej zasadzie, jak filmy - G, PG (,,parental guidance", odpowiada mniej więcej polskiej kategorii ,,od lat 12"), PG13 (coś jak nasze ,,od lat 15"), R (dozwolone dla dzieci za zgodą rodziców) i NC17 (tylko dla dorosłych). Dokonuje tego sam autor przy wysyłaniu, a za przyjęcie niewłaściwej (czytaj: zbyt niskiej) granicy grozi usunięcie ze strony. Niektórzy więc z ostrożności nakładają przesadnie wysokie ograniczenia: napotkałam opowiadanie ,,rated R for violence", w którym najgorszym przejawem przemocy było rozsiekanie kogoś na pół mieczem świetlnym. Tyle to my mamy i w przeznaczonym dla dzieci Mrocznym widmie.

Oczywiście twórczość ta jest na bardzo różnym poziomie literackim. Internet jest medium ultrademokratycznym, a więc swoje dzieła mogą zamieszczać zarówno znające się na literaturze osoby w średnim wieku jak i robiący błędy ortograficzne kilkunastolatkowie (nawet sobie nie wyobrażacie, na ile sposobów można zapisać imię ,,Anakin"). Żeby przeczytać to wszystko, trzeba by porzucić wszelkie inne czynności życiowe, włącznie z jedzeniem i spaniem, a większość opowiadań niestety nie jest tego warta. Ale jest wiele dobrych, a ponieważ pisane są zarówno przez zwolenników Rebelii jak i Imperium, przez miłośników zakonu Jedi jak i przez ludzi, którzy swój pseudonim literacki zaczynają od ,,Darth", więc zaiste każdy może odnaleźć tam coś dla siebie.


blog comments powered by Disqus