Anakin Skywalker – bohater czy złoczyńca?

Autor: Nelani, Nild, Roan, Smok
Korekta: Hagath
4 maja 2014

Bohater, który przewinął się przez wszystkie epizody Gwiezdnych wojen – generał podczas Wojen Klonów, Rzeźnik ze Świątyni Jedi, Mroczny Lord Sithów czy też człowiek, który zabił Imperatora i uratował przed nim swojego syna. Kim tak naprawdę był Anakin Skywalker? Czy w ostatecznym rozrachunku udało mu się odkupić swoje winy? Uwaga, tekst zawiera spoilery zdradzające fabułę kilku książek i komiksów.

Historia Wybrańca zrodzonego z Mocy (bądź jej Ciemnej strony – opinia zależy od tego czy spytać Jedi, czy też Sitha) rozpoczęła się niewinnie. Młody niewolnik z pustynnej planety Tatooine, chłopiec traktowany z dystansem nawet przez swoich rówieśników, a pomimo tego mający w sercu ogromne pokłady dobroci. Zanim skończył 8 lat zbudował (a raczej odbudował) własnego droida oraz własnego poda, dzięki któremu wygrał Boonta Eve, umożliwiając uwięzionym na Tatooine Jedi wykonanie swojej misji. W tym też momencie rozpoczęła się jego podróż ku gwiazdom, za marzeniem, aby kiedyś odwiedzić je wszystkie. Jakie zdanie na ten temat mają redaktorzy Gildii Star Wars?

 

Smok: To może ja przekornie powiem, że Anakin Skywalker nie był ani złoczyńcą, ani bohaterem. Był kukiełką, zwykłą pacynką w rękach Mocy, która chciała zemścić się na Sithach za manipulowanie przy midichlorianach. Już w momencie „niepokalanego” poczęcia Anakina losy zarówno Skywalkera, Sithów, jak i całej Galaktyki były rozstrzygnięte. Brakowało tylko osoby, której kontakt z Mocą byłby na tyle silny, by dostrzec przyszłość bez skrywającej jej mgiełki tajemnicy. Takiej łaski dostąpiła dopiero Sha Koon, bohaterka komiksu Czystka: Sekundy do śmierci. Na kilka chwil przed zjednoczeniem się z Mocą kuzynka słynnego mistrza Plo Koona otrzymała szereg wizji, z których jedna ukazała moment nawrócenia się Dartha Vadera, mającego miejsce na pokładzie drugiej Gwiazdy Śmierci. Wszystko zostało zaplanowane. Taką tezę forsuje również seria Rycerze Starej Republiki, w której Zayne Carrik miał wizję gromadki Skywalkerów w składzie Luke, Vader oraz Cade. Już wtedy Moc wiedziała, że Sithowie podejmą próbę manipulacji przy midichlorianach i że trzeba będzie ich przy pomocy Anakina ukarać. Wolna wola? Nie w Odległej Galaktyce. Ale jeśli miałbym na moment zapomnieć o tych rewelacjach i odpowiedzieć na zadane pytanie w sposób bardziej oczekiwany, to za nic w świecie nie nazwałbym Anakina Skywalkera bohaterem. Może i nim był dla ludzkich niewolników zamieszkujących Tatooine - w końcu swoim triumfem w wyścigu Boonta Eve wlał w ich serca nadzieję. Może i był bohaterem dla milionów obywateli Galaktyki w okresie Wojen Klonów oraz dla wielu Jedi, którzy nie doczekali do jego przejścia na Ciemną Stronę Mocy. Jednak oceniając działalność Skywalkera jako całość, należy go nazwać zbrodniarzem. Jeszcze jako Jedi dopuścił się wielu niechlubnych czynów, w tym samosąd na jeńcu wojennym. Ale i tak dopiero po przejściu na Ciemną Stronę pokazał, na co naprawdę go stać. Rzeź dokonana na dzieciach ze świątyni Jedi, morderstwa polityków i oficerów imperialnej marynarki - tego wszystkiego nie cofnie i nie wymaże powrót na Jasną Stronę Mocy czy wyeliminowanie Palpatine’a.

Roan: Może i był bohaterem dla (tu przedmówca wymienia 90% populacji uniwersum), ale jednak nim nie był? Mnie osobiście męczą takie szufladkowania, sprowadzające się do tego, że postać z uwagi na jakąś cechę czy zachowanie przestaje być bohaterem i staje się antybohaterem. To oczywiste, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jednak dla mnie w definicji bohatera zawiera się przede wszystkim osobowość na tyle charakterystyczna, by można było ją rozpoznać, czy to po pewnych atrybutach, czy to z racji jej dokonań. I Anakin aka Vader jest taką postacią, zarówno przed przemianą, jak i po niej.

Jeżeli chodzi o to, czy więcej w nim dobra, czy więcej zła, to nie da się odpowiedzieć na to pytanie bez przyjęcia odpowiedniego kryterium rozstrzygającego. Na pewno kryterium ilości lat życia poświęconych jasnej i ciemnej stronie odpada, bo dzieląc ta metoda rozstrzygająca dzieli jego żywot równo na połowę. Jakbyśmy rozważali każdą jedną istotę, którą zabił w gniewie, to chyba trzeba byłoby również odejmować od tej puli wszystkie istnienia, które bezinteresownie jako Jedi ocalił. Być może takim kryterium powinien być stopień samoświadomości przy wyborze swojego przeznaczenia. Ale jeśli przyjąć wersję o tym, że wszystko zostało zaplanowane przez siłę wyższą w postaci Mocy, to takie założenie nie ma racji bytu. Ja bym jednak zaryzykował hipotezę, wedle której Anakin miał wolną wolę. W każdym razie od momentu, w którym wyjęli mu niewolniczy detonator nieposłuszeństwa, o którym mówił Qui-Gonowi ;).

Dostrzegam trzy kluczowe obszary, które należałoby rozważyć w ramach wybranej przeze mnie metody. Wszystkie dotyczą momentów porzucenia ścieżki jasnej strony Mocy na rzecz ciemnej. Określenie, na ile mógł się im oprzeć powinno określić, jak wielką winę Anakin ponosi za całe zło, którego w konsekwencji swych wyborów się dopuścił jako Darth Vader. Pierwszy to złamanie ślubów czystości z Padme. Drugi do przelanie niewinnej krwi starców, kobiet, dzieci i zwierząt Tuskenów w odwecie za śmierć matki. Trzeci to poddanie się sugestiom Palpatine’a.

Sądzę, że w pierwszym i drugim obszarze nie można obiektywnie zawyrokować, że Ani mógł postąpić inaczej. Kiedy młody chłopak spotyka atrakcyjną dziewczynęi w dodatku ma to miejsce w okresie, kiedy wolność (dosłownie wolność, skoro przestał być niewolnikiem) szumi mu w głowie, to jest naturalnym, że coś się z tego urodzi. To jest chyba istota Mocy, naturalny porządek rzeczy etc. Natomiast vendetta, zemsta krwawa za uśmiercenie członka własnej rodziny jest bardzo typowa dla społeczeństw we wczesnej fazie rozwoju, a nie można rozpatrywać osoby Anakina w oderwaniu od jego wieśniacko-tatooine’ańskich korzeni. Jednak manipulacje Palpatine’a to jest ten obszar, którego nie można Anakinowi wybaczyć. Poddanie się sugestii zabicia bezbronnego Dooku było słabe jak na tak doświadczonego Jedi. Wyjście jak gdyby nigdy nic z opery po usłyszeniu historii Dartha Plagueisa (jeszcze z tym zakończeniem “nie nauczysz się takich rzeczy od Jedi”) było frajerskie. Ale największą bezmyślnością było pozwolenie Imperatorowi by żył po tym, jak użył argumentu, że tylko on może pomóc uratować Padme. Nie uwierzę, że Anakin dostał czasowej lobotomii i się nie kapnął w ogóle, że Palpi może mieć coś wspólnego z jego snami, a więc i z zagrożeniem życia Padme. W końcu to na niej tak bardzo mu zależało. Bardziej niż na byciu Sithem. A jednak zabrnął za daleko. Świadomie wybrał tę ścieżkę, chociaż wszystkie znaki wskazywały na to, że to gungański pomysł. Zapoczątkował swoją samodestrukcję, która przełożyła się na całą galaktykę. Przez to Luke musiał się urodzić na Tatooine i zostać wieśniakiem, co przełożyło się na podwójne pokutowanie galaktyki. Ewidentnie winny. Bohater, ale potępiony na wieki.

Nild: Moja opinia na temat Anakina Skywalkera najwyraźniej będzie znacznie odbiegać od dotychczas przedstawionych, a to za sprawą zupełnie innych kryteriów, które chciałbym wprowadzić. Posługiwały się nimi te same istoty, które Darth Vader zdradził i które doprowadził do niemal całkowitej zagłady - Jedi. Ważnym, a wręcz kluczowym wyznacznikiem ich kompasu moralnego było współczucie. Patrząc na to, ile złego wydarzyło się przez osobę Anakina Skywalkera, należy pamiętać jak do tego wszystkiego doszło.

Wybraniec rozpoczął trening w bardzo późnym jak na Jedi wieku i tylko jego wrodzony talent pozwolił mu wpierw nadrobić braki, potem zaś przewyższyć zarówno swoich rówieśników, jak i Mistrzów Jedi. Jednocześnie, z racji niecodzienności jego narodzin, był on traktowany przez Zakon na szczególnych warunkach. Każdy Rycerz Jedi w trakcie swojego treningu musi pokonać zakusy Ciemnej Strony, można zaś stwierdzić, że Anakin nie uzyskał odpowiedniej dla jego osoby opieki w trakcie swojego rozwoju. Obi-wan, który przeważnie starał się strofować swojego pupila, często mu zwyczajnie pobłażał. Może działo się tak z racji miłości, jaką go darzył, może po prostu człowiek, który nigdy nie zaznał normalnego życia, nie był w stanie do końca zrozumieć kogoś, kto zanim wstąpił do zakonu sam je posiadał.

Innym niesamowicie istotnym czynnikiem, który przesądził o powstaniu Dartha Vadera jest Palpatine. Mroczny Lord Sithów zauważył małego Anakina jeszcze przed tym jak rozpoczął on na dobre swój trening, a potem przez przeważającą część jego życia sączył w uszy Wybrańca kłamstwa, półprawdy; manipulował nim i kształtował jego charakter być może bardziej niż Zakon Jedi. Twierdzić, że Anakin mógł obudzić się z czaru, jakim omotał go Palpatine jest niedorzeczne. Imperator, jeszcze za czasów swojej kariery w senacie i jako przewodniczący Republiki oszukał całą galaktykę, włącznie z Rycerzami Jedi. Skoro ktoś tak doświadczony jak Mistrz Yoda nie mógł przebić się przez maskę kłamstw, którą stworzył Sidious, jak miał to zrobić młody Rycerz Jedi, do tego o tak skonfliktowanej i trudnej historii?

Skoro mowa o machinacjach Palpatine’a, należałoby wspomnieć o jego drugiej kukiełce, Padme Amidali. Trudno tutaj jednoznacznie określić, czy do upadku związku młodej pani senator i Rycerza Jedi przyczyniły się bardziej sztywne zasady Zakonu (chociaż jak wiemy wcale nie rzadko naginane, choćby w wypadku Korelian czy Cerean), czy też rzeczona para. Padme wprowadziła niesamowicie niebezpieczny element do życia Anakina, a Sidious nie omieszkał wykorzystać go do cna. Kto wie, może gdyby nie doszło do ślubu bohaterów, nie powstałby nigdy Darth Vader?

Skywalker, manipulowany, jednocześnie wspierany i blokowany przez Zakon Jedi ostatecznie umarł, kiedy ostatnie dobre elementy jego charakteru rozpadły się wraz ze śmiercią Padme i bez wątpienia świadomością czynów, jakich popełnił. Darth Vader, istota, która powstała z tych okruchów, była pełna nienawiści do siebie, do swojego Mistrza. Miłość jedynie rozdzierała jego serce, napędzała ten gniew. To jednak uczucie, ostatni fragment Anakina w Vaderze, pozwoliło mu ostatecznie pokonać zło w sobie, a także potwora, który obwołał się Imperatorem Galaktycznego Imperium. W ostatecznym rozrachunku syn, którego uratował, wybaczył mu w duchu swojego dziedzictwa Jedi.

Jednego możemy być pewni, gdyby Skywalker nigdy nie istniał, Sidious nadal przejąłby władzę i powołał do życia swoje Imperium zła. Anakin, chociaż przyczynił się do jego powstania, ostatecznie przypieczętował też jego zagładę, wypełniając z pomocą syna swoją proroczą rolę. Dla mnie Anakin Skywalker był bohaterem i pisząc te słowa, kieruję się zarówno wybaczeniem, jakie otrzymał od syna, jak i prostą prawdą - nic nigdy nie jest czarnobiałe i dotyczy to nawet pozornie czystych idei jak dobro.

Nelani: Kluczowym pojęciem odróżniającym gatunek rozumny od zwierząt jest istnienie wolnej woli, czego konsekwencją jest świadome dokonywanie wyborów. Wszystkie zatem argumenty dotyczące manipulowania Anakinem jak bezwolną marionetką czy to poprzez Imperatora, czy też przez samą Moc lub jego Przeznaczenie odrzucam jako bezwartościowe. Każdy człowiek postawiony przed wyborem, także moralnym, ma możliwość postąpić w sposób odpowiedni. Podlega wprawdzie różnym wpływom oraz myślowym schematom, które oddziaływają na niego w chwili podejmowania decyzji, jednak element dowolności, wspomnianej wolnej woli jest najsilniejszym paradygmatem wpływającym na ostateczny wynik tej walki. Jeśli robimy coś złego, zrzucanie winy na swoje dzieciństwo, manipulacje, przeznaczenie i proroctwa jest zwykłym szukaniem usprawiedliwienia. Robimy tak zawsze, kiedy już dopadną nas nieuchronne wyrzuty sumienia, spowodowane zejściem z drogi sugerowanej nam przez kompas moralny. Z tego powodu nie widzę żadnej możliwości, żeby usprawiedliwiać jakikolwiek z czynów Anakina: wyrządził wiele zła, niezależnie od postrzegania tego przez inne istoty. Dobro i zło, jako absoluty, nie są przecież zależne od tego jak widzą je ludzie postronni. Złodziej nie przestaje być złodziejem tylko dlatego, że nikt go nie przyłapał. Anakin jest niewątpliwie odpowiedzialny za wiele śmierci i tragedii, zarówno w swoim życiu prywatnym, jak i w skali całej Galaktyki. Nie potrafiłabym jednak nazwać go złoczyńcą. Czy ostateczne nawrócenie na Jasną Stronę Mocy wystarczyło, by wymazać jego winy wobec większości wszechświata? Zapewne nie. Ale jest wystarczającym powodem, by można było nazwać go bohaterem. Nie istnieje trudniejsze zadanie niż pokonać samego siebie, swoją osobowość, słabości i ukształtowany przez lata charakter. Pomimo ponad dwudziestu lat indoktrynacji dokonywanej przez Imperatora, pomimo strachu, który wzbudzał oraz satysfakcji, którą dawała mu władza nad umysłami swoich poddanych, Anakin potrafił w chwili próby poświęcić to wszystko i nawet więcej, własne życie, dla czyjegoś dobra. To właśnie nazywamy bohaterstwem.   

 

A jakie jest Wasze zdanie? Zapraszamy do komentowania na forum.

Podyskutuj o tym artykule na forum!





blog comments powered by Disqus