Poradnik Łowcy Nagród
Poradnik łowcy nagród
Przede wszystkim musisz znać Kodeks Łowców. Słyszałeś o nim? Więc to, co słyszałeś to wierutna bzdura. Nie ma czegoś takiego. Zasada jest jedna. Kto dostarczy cel do zleceniodawcy – odbiera nagrodę. Zapamiętaj to sobie, i nie ufaj nikomu. Słyszysz? Nikomu.
Jak zapewne wiesz, łowca nie jest równy łowcy. Są lepsi i są gorsi, jak w każdym fachu. Ci gorsi, giną. Ci lepsi … w końcu spotykają jeszcze lepszych. Od skuteczności łowcy zależy to jak szybko i jakiej jakości pozyska informacje. W naszym fachu można wyodrębnić trzy grupy. Do której Ty się zakwalifikujesz, zależy tylko od Ciebie. Mamy więc tropicieli pracujących dla Imperium, mamy łowców zrzeszonych w Gildie, i w końcu mamy łowców niezależnych. Ci pierwsi mają dostęp do najnowszych technologii, do pierwszorzędnego uzbrojenia i oczywiście do całej sieci HoloNetu, włącznie z informacjami zastrzeżonymi. Mogą czerpać z zasobów, jakie daje siatka szpiegów i informatorów pozostających na usługach wywiadu Dartha Vadera. Oczywiście o ile na to zasłużą. Nie łatwo dostać się do tej grupy, trzeba być wybitnym łowcą … lub odpowiednio zapłacić za certyfikat. Jak znajdziesz Moffa, który za „odpowiednią opłatą” umożliwi Ci otrzymanie papierów zaświadczających o pracy dla Imperium, będziesz urządzony. Pod warunkiem, że będzie Cię na to stać. Ten papier da ci dostęp do najbardziej intratnych zleceń. Może nawet popracujesz dla samego Lorda Vadera, który nie liczy kredytów. Możesz również dołączyć do którejś z gildii. Do wyboru jest wiele. Każda z nich zaoferuje Ci bezpieczne schronienie, naprawę i uzupełnienie ekwipunku oraz dostęp do swojej siatki informatorów. Za to jednak będziesz musiał płacić odpowiednie procenty od zrealizowanych listy gończe. Czasem zapłacisz nawet jak nie uda Ci się wypełnić zadania. Pytasz czy łowcy z gildii współpracują ze sobą? He, He. Tak, współpracują … jeśli im się to opłaci. Jeśli tylko zobaczą, że mogą Cię wyrolować, zrobią to. Już zapomniałeś, co Ci powiedziałem na początku? Nie ufaj nikomu! Jakie gildie bym polecał? Hm .. daj mi chwilę, zastanowię się. Dużą grupą jest Dom Benelux, specjalizują się w odbijaniu zakładników i wymierzania sprawiedliwości porywaczom. Na ich usługi pracuje około osiem tysięcy informatorów i pracowników zaplecza. Samych łowców jest ok. tysiąca dwustu. Ich centralę znajdziesz na Paqualis III. Potężną gildią jest też Dom Neuvalis. Pracę prawie siedmiu tysięcy łowców wspiera blisko sześćdziesiąt siedem tysięcy pracowników zaplecza. Otrzymasz, więc duże wsparcie, ale też będzie Cię ono dużo kosztować. Za pracę dla nich zapłacisz 10% swojego wynagrodzenia. Za to najmniejsze zlecenia, jakie przyjmują nie schodzą poniżej 20 tysięcy kredytów. Można by rzec, że to elita .. Mniejszą gildią jest Dom Paramexor. Kilkuset łowców i drugie tyle współpracowników. Ich kwaterę znajdziesz na Denevar. Osobiście chyba jednak polecam ci Dom Salaktori. Ponad dwa tysiące łowców i blisko pięćdziesiąt tysięcy współpracowników. Znajdziesz ich na Resht VII. Tam tez jest ich centrum szkolenia. Za korzystanie z ich siatki informacyjnej i zaplecza technicznego zapłacisz 4% swojego wynagrodzenia. Można żyć.
Każdy z łowców, zrzeszony, imperialny czy niezależny musi mieć licencję – Imperial Peace-Keeping Certificate (IPKC). Kosztuje niewiele, bo tylko 500 kredytów. Za to, co roku musisz ją odnawiać. Dzięki niej będziesz mógł legalnie prowadzić poszukiwania i aresztowania prawie w całej Galaktyce. Prawie, ponieważ niektóre regiony nie akceptują jakichkolwiek polowań. W innych są restrykcje dotyczące posiadania broni. Musisz o tym pamiętać. Twoja licencja zostanie zarejestrowana w centralnej bazie Imperial Enforcement DataCore. Każde przemieszczenie się, przyjęte zlecenie itp., będzie tam odnotowane. Imperium lubi wiedzieć, co robią jego mieszkańcy. W tej bazie też znajdują się oficjalne listy gończe. He He .. tak, tak. Są też nieoficjalne. Jednak z nimi zgłaszają się do łowców bezpośrednio zleceniodawcy. To one dają największy dochód w naszej branży, ale też obarczone są największym ryzykiem. Bynajmniej nie chodzi mi o to, że dotyczą największych kryminalistów. Chodzi o ich wypłacalność. Nie każdy taki zleceniodawca po zrealizowaniu zadania chce potem wysupłać ze swojej kieszeni ciężko przez nas zarobione kredyty. Nie zawsze się to dla nich dobrze kończy, z reguły, więc nie ma problemu z takimi zleceniami. Warto jednak mieć to na uwadze. Czasami znajdzie się cwaniak, który próbuje wykręcić numer łowcy nagród.
Dość już o łowcach i papierach. Przejdźmy do konkretów, czyli jak łapać, lub jak eliminować. Tak. Zawód łowcy to nie tylko dostarczanie celu do wskazanego miejsca. To również eliminacja wskazanej istoty. Jesteś na to gotowy? A jesteś gotowy na to, by odciąć głowę lub inną kończynę ofiary i dostarczyć ją do zleceniodawcy? Jesteś gotów by torturami zmusić informatora do mówienia? Jeśli nie, to powtórzę jeszcze raz. Odpuść sobie tę profesję. Nie? Chcesz słuchać dalej? Dobrze, więc słuchaj.
Jak widzisz na sukces wpływa wiele czynników. Jednym z nich jest własna sieć informatorów. Za informacje będziesz płacił, czasem będziesz musiał zmusić do mówienia siłą. Znam łowców, którzy również w łóżku zdobywali potrzebne im informacje. Chyba nie muszę ci mówić, że od tego ilu i jak dobrych informatorów będziesz miał zależy powodzenie w pracy?
To tyle, jeśli chodzi o wprowadzenie. Chodź tutaj, pokaże ci teraz to, w co powinieneś się wyposażyć. Profesjonalny łowca to łowca, który poprzez zastosowanie odpowiedniej broni uczyni zarówno mało szkód w otoczeniu jak również nie „sfatyguje” zbytnio celu. W zależności od tego czy cel jest poszukiwany żywy czy martwy oraz od własnych preferencji wybierzesz właściwe wyposażenie na misję. Znasz blastery, wibronoże i inną pospolitą broń. Pokaże Ci, więc kilka innych cacek, które ułatwią ci pracę
Oto inhibitor neuronowy – wiele osób myli tę broń z pospolitym blasterem. W rzeczywistości jest to elektromagnetyczna wyrzutnia małych strzałek. 6 cm długie ok. 2mm średnicy, zawierają małe dawki neurotoksyn, które zostają wstrzyknięte w ciało w momencie trafienia. Rezultatem działania jest bardzo szybki paraliż. Zwróć jednak uwagę, że działanie toksyny jest uzależnione od wagi celu oraz jego odporności na określone trucizny. W sprzedaży, zwłaszcza tej niezbyt legalnej, dostępne są neurotoksyny przygotowane dla określonych gatunków, a już od ciebie należy odpowiedni ich dobór. Koszt to pięć tysięcy kredytów w wersji karabinowej i cztery tysiące w wersji pistoletowej. Osobiście polecam model Mennotor DAS – 430 Neural Inhibitor. Moim zdaniem najlepszy na rynku.
Czasami staniesz przed przeciwnikiem, który będzie miał kumpli do pomocy. W takim przypadku przyda ci się wyrzutnia mikrogranatów. Ta półmetrowa rura może nie jest zbyt wygodna, jednak .. warto ją mieć przy sobie. Trzydzieści granatów w zasobniku. Nie patrz tak, to wcale nie jest takie drogie. Ten model, MGL-1 wyprodukowany przez Locris Syndicates kosztuje raptem dwa i pół tysiąca kredytów. Granaty to poważniejszy koszt – tysiąc za sztukę.
Idziemy dalej. To, co tutaj widzisz to energetyczny karabin „Blast and Smash”. Te dwa słowa najlepiej go opisują. Połączenie blastera z granatnikiem. Na pomysł tego czegoś wpadli inżynierowie z Prax Arms. Połączyli dreariański blaster ze zmodyfikowaną wyrzutnią granatów Locrisa. Amunicji wystarczy na dwieście pięćdziesiąt strzałów z blastera i trzydzieści z granatnika. Potężna broń. Również wagowo, dlatego niewielu decyduje się na jej posiadanie. Cena jest optymalna – cztery tysiące pięćset plus oczywiście amunicja. To, to moja ulubiona broń, karabin pulsacyjny. Śmiało weź do ręki. Prawda, że lekki? Rewelacyjny w terenie miejskim. Strzela impulsami jonowymi, które powodują serię mikro wybuchów. Zasięg rażenia to wydłużający się stożek o kącie sześćdziesięciu stopni. Bardzo dobra broń na mały dystans. Koszt? Pięć tysięcy. O ile uda ci się znaleźć to cudo na rynku. Przechodzimy do cięższego kalibru. To, co widzisz tutaj to wyrzutnia rakiet. Dzięki niej możesz szybko utorować drogę do środka jakiegoś budynku lub zapewnić sobie szybką drogę do ucieczki. Załadujesz do niej rakiety typu 12A z detonatorem kontaktowym lub typu 12B wypełnione paraliżującym gazem FGA-583. Te ostatnie są bardzo popularne. Ceny nie są duże. Za rurę zapłacisz tysiąc pięćset, za rakiety w zależności od typu od dwustu do czterystu za sztukę.
Jeśli masz w planach doprowadzenie żywego celu do zleceniodawcy przydadzą ci się te akcesoria. To ubranko to „koszulka uspokajająca”. Pierwotnie zaprojektowana, jako pancerz osobisty. Okazało się, że jest to również rewelacyjna broń bliskiego zasięgu. Tkanina pokryta specjalnym tworzywem oddziaływuje na skórę noszącej to osoby. Ten zdalny wyzwalacz powoduje powstanie ładunku elektrycznego, który paraliżuje istotę. Piękna rzecz, czyż nie? Uwierz, nie chciałbyś tego nosić. I cena przystępna. Raptem półtora tysiąca. Tzn, ten od Koromondain. Model SVT-300. Zapamiętaj sobie. Na pewno Ci się przyda.,
Kolejna rzecz, to kajdanki. Mi najbardziej odpowiada model energetyczny RLW -77. Zajmują mało miejsca, a są skuteczne. Ich zaletą i jednocześnie wadą jest ładowanie promieniami słonecznymi. Na planetach ciemnych nie wykorzystasz ich niestety. Ich plusem jest aktywacja i dezaktywacja odciskiem palca. Nikt oprócz ciebie ich nie zdejmie. No, chyba, że będzie miał twój palec.
Co my tu jeszcze mamy … Flary, czujniki ruchu, wykrywacze trucizn. Gadżety, które warto mieć, choć nie wiadomo kiedy się przydadzą. Tak, tak. Przygotuj się, że będziesz nosił ze sobą sporo ekwipunku. Przyda ci się dobry pas z odpowiednimi zasobnikami, w których pochowasz to wszystko.
I to chyba wszystko na początek. Masz pytania? Idź, odpocznij, przemyśl to co ci powiedziałem i wróć z pytaniami. Lub nie wracaj. Może to będzie dla ciebie lepsze …




