Jak "Gwiezdne wojny" stały się legendą. Część III: Od filmu do mitu

Autor: osti
Korekta: Monika "Katriona" Doerre
22 stycznia 2016

W tym cyklu felietonów opowiemy o drodze, jaką przebyły Gwiezdne wojny – od szalonego pomysłu George’a Lucasa, aż do legendy, którą są w dniu dzisiejszym. Chcielibyśmy przedstawić losy dzieła życia Lucasa - od filmu wzorującego się na mitach i klasycznych szablonach do odrębnego mitu kultury masowej, samodzielnego bytu, który na różnych płaszczyznach ukształtował i nadal kształtuje całe pokolenia ludzi.

Fabuła Gwiezdnych wojen była silnie inspirowana wierzeniami, mitologią oraz legendami. Stanowi zatem nośnik tych samych informacji i może je przenosić je dalej kolejnym odbiorcom. Ponieważ ilość analogii i podobieństw pomiędzy tymi wszystkimi przenikającymi się mediami jest całkiem duża, ciężko w niektórych przypadkach stwierdzić czy to właśnie Gwiezdne wojny stanowiły inspirację dla jakiegoś dzieła. Absolutną pewność daje nam w zasadzie tylko deklaracja autora. Przytaczając prace, mogące czerpać inspiracje z uniwersum wykreowane przez George’a Lucasa, ograniczymy się tylko do przykładów ewidentnych. Ciekawie jest obserwować, jak saga Gwiezdnych wojen, która wyrosła na pożywce kultury popularnej, sama też stała się jednym z najczęściej cytowanych motywów popkultury.

Hitem na przełomie XX i XXI wieku były przygody małego czarodzieja – Harry’ego Pottera. Na treść siedmiu książek oraz opartych na nich ośmiu filmów składa się historia niezwykłego chłopca wychowanego przez wujostwo. Opiekunowie Harry’ego uważają go za dziwaka i w zasadzie nie wypuszczają z domu, nawet gdy ten otrzymuje zaproszenie do szkoły magii. Z koszmaru ratuje bohatera Hagrid, znajomy prawdziwych rodziców przyszłego czarodzieja. Jak okazuje się później, chłopak jest Wybrańcem przeznaczonym do zniszczenia złego Lorda Voldemorta, który zabił państwo Potter, kiedy Harry był jeszcze niemowlęciem. Analogie do Gwiezdnych wojen (pomijając chociażby nazewnictwo dotyczące arcywroga protagonisty) są tutaj więcej niż tylko wyraźne: w Nowej nadziei Luke dowiaduje się, że jego ojciec został pokonany przez Lorda Vadera. Chłopak wychowywany jest przez przybranych rodziców, którzy nie chcą go puścić z farmy do akademii pilotów. Sytuacja zmienia się, gdy młody Skywalker poznaje Obi-Wana Kenobiego, przyjaciela swojego ojca sprzed lat. Zarówno Pottera z Voldemortem jak i Luke’a z Vaderem łączy tajemnicza więź, a obaj pozytywni bohaterowie pokonują swoich przeciwników po długim i wyczerpującym treningu. Analogii między historiami jest znacznie więcej, choćby związki między najlepszymi przyjaciółmi protagonistów: Han i Leia zakochują się w sobie tak samo jak Ron i Hermiona.

Świadomie lub nie, wielu twórców pełnymi garściami czerpie inspiracje ze stworzonej przez George’a Lucasa historii. Spójrzmy choćby na kultową już trylogię braci Wachowskich pt:. Matrix. Historia Neo również bardzo zręcznie wpisuje się w dosyć ciasne ramy Campbellowskiego wzorca wędrówki bohatera: korzysta on z pomocy sił nadprzyrodzonych, jest testowany przez Morfeusza, aby w końcu udowodnić światu swoją pozycję wybrańca i ostatecznie zwyciężyć nad maszynami i stworzonym przez nie systemem.

Gwiezdne wojny stanowią natchnienie również dla muzyków. Najlepszy przykład stanowi olsztyński zespół metalowy – Vader. Lider kapeli wskazuje, iż nazwa nie jest przypadkowa: „Vader to postać tajemnicza, brutalna, pełna mroku, inteligentna, zgorzkniała, ale czasem romantyczna. Zupełnie jak muzyka, którą gramy”. Kosmiczna saga miała też kolosalny wpływ na muzykę filmową – w czasach kompletnej fascynacji elektronicznymi dźwiękami, klasyczne kompozycje na orkiestrę symfoniczną napisane przez Johna Williamsa były jak objawienie i sprawiły, że kompletnie zmieniło się spojrzenie na ścieżki dźwiękowe.

Inspiracji w świecie odległej galaktyki szukali także różnej maści projektanci i styliści. Pomijam oczywiste w tej sytuacji ubrania z logiem czy postaciami występującymi w gwiezdnej sadze – od bielizny poprzez koszulki i spodnie aż po kurtki i buty. Największą fascynację w świecie mody wzbudziły jednak fryzury księżniczki Lei – przez całą sagę tych uczesań było kilka, ale najbardziej zapisała się w pamięci ta jedna, określana przez fanów jako "cynamonowe bułeczki”. Nawiązuje do tego J.J. Abrams w Przebudzeniu Mocy, kiedy to Han Solo zauważa zmianę fryzury przez ukochaną.

Historia opowiedziana w kosmicznej sadze wraz ze wszystkimi swoimi elementami charakterystycznymi, takimi jak miecze świetlne, terminologia oraz specyficzne postacie, jest świetnym materiałem do parodii oraz puszczenia oka do widza w innych produkcjach. Dlatego bohaterowie licznych seriali często nawiązują swoim zachowaniem do fragmentów dzieła Lucasa, bywa też, że mamy specjalne epizody poświęcone ukazaniu Gwiezdnych wojen z nieco innej perspektywy. Zanim jednak pokolenie twórców wyrosłych na przygodach Hana Solo i Luka Skywalkera mogło "wziąć na warsztat” kultową produkcję, zrobił to działający już wtedy w branży komediowej Mel Brooks. Najbardziej kultową parodią Gwiezdnych wojen są nakręcone przez niego w 1987 roku Kosmiczne jaja, które w krzywym zwierciadle ukazują nam właściwie każdą scenę przedstawioną wcześniej w oryginale.

Do twórców dosłownie wychowanych na starej trylogii należą kreatorzy dwóch kultowych już seriali animowanych: Seth MacFarlane oraz Seth Green odpowiedzialni za Family Guy oraz Trey Parker i Matt Stone, twórcy Miasteczka South Park. Obie serie powstają już po kilkanaście lat, więc ilość odniesień do Gwiezdnych wojen, które autorzy zdążyli w nich zamieścić, jest po prostu ogromna: postacie obrzucają się cytatami oraz odtwarzają poszczególne wydarzenia z gwiezdnej sagi – Brian rozcina brzuch wielbłąda, aby ogrzać Steviego (podobnie uczynił Han Solo, aby ratować Luke’a), natomiast jeden z prawników w South Park stosuje obronę klienta ”metodą na Chewbaccę” - jest ona w 100% skuteczna, mimo iż kompletnie bezsensowna.

Jeśli chodzi o inne serialowe odniesienia do Gwiezdnych wojen, to można by je wymieniać niemalże bez końca - zbyt wiele, abyśmy mogli wspomnieć o wszystkich. Jeden z głównych bohaterów Różowych lat siedemdziesiątych jest kompletnym maniakiem trylogii, więc wszystko w jego życiu musi jakoś się wiązać z filmem. Fanami sagi Lucasa są także bohaterowie kultowych już Przyjaciół oraz całkiem nowych Jak poznałem waszą matkę i Teorii wielkiego podrywu.

Wszystkie filmy z serii były kamieniami milowymi dla gatunku science fiction. Przede wszystkim przyczyniły się do rozwoju nowych technologii i efektów specjalnych. I choć Lucas w wywiadach podkreśla, że najważniejsza jest dla niego fabuła, to pieniądze zarobione na pierwszych epizodach przeznaczył na utworzenie Industrial Light and Magic, firmy odpowiedzialnej za genialne efekty specjalne m.in. do Parku Jurajskiego, Indiany Jonesa oraz oczywiście kolejnych epizodów Gwiezdnych wojen. Swoje echa w produkcjach z gatunku science fiction ma jeszcze inny pomysł Lucasa – wszystkie pojazdy i przedmioty, z których korzystają bohaterowie jego sagi, noszą liczne ślady używania czy wręcz wyglądają na zniszczone. Takie rozwiązanie nadaje kosmicznemu otoczeniu dużo wiarygodności, dlatego tak świetnie sprawdziło się później m.in. w Obcym, ósmym pasażerze Nostromo w reżyserii Ridleya Scotta.

Wspominaliśmy już, że George Lucas wykorzystał sprawdzone motywy, aby stworzyć historię możliwie uniwersalną, taką, którą zapamiętają i pokochają wszyscy w różnych częściach świata. Oglądając powstałe na przestrzeni ostatnich 30-40 lat filmy fantastyczne, przygodowe czy nawet sensacyjne, zauważamy pewne schematy, które zostały użyte w Gwiezdnych wojnach wręcz perfekcyjnie, dając przykład innym produkcjom. Paradoksalnie najlepszym dowodem na istnienie pewnych reguł rządzących fabułami współczesnego kina jest dzieło kompletnie z nimi zrywające. Mowa oczywiście o hicie ostatnich lat, najbardziej kasowym i gromadzącym kolosalną widownię serialu; każdy odcinek Gry o tron ogląda średnio około 18 milionów widzów. Obraz oparty jest na książce George’a R.R. Martina, który jako były scenarzysta doskonale zna wszystkie "standardowe sztuczki”, spopularyzowane m.in. właśnie dzięki twórczości Lucasa. Świadomie i wręcz bezczelnie łamie dobrze znane schematy, bezlitośnie grając na uczuciach widza; każdy bohater jest (co najmniej) dwuznaczny, jeśli zdążyliśmy zżyć się i polubić jakąś postać, to możemy być pewni, że wkrótce spotka ją bolesny i przykry los. Gdyby Martin tworzył Gwiezdne wojny Han Solo nigdy nie wróciłby, aby uratować Luke’a w Nowej nadziei, sam zresztą zginąłby zapewne w łapach Jabby jeszcze przed odlotem z Tatooine, a Rebelia nie wygrałaby z Imperium w ostatecznej bitwie, zmieciona z mapy Galaktyki poprzez potęgę Gwiazdy Śmierci. Widzowie, znudzeni najwyraźniej oglądaniem utartych schematów wprowadzonych m.in. właśnie przez Lucasa, zapragnęli i pokochali coś innego. Oglądanie Gry o tron u wielu osób wzbudza pewien rodzaj sadomasochistycznej wręcz przyjemności, wywołuje uczucie wcześniej prawie nieznane w kinie. Być może wkrótce stanie się następnym po Gwiezdnych wojnach mitem?

Przykłady inspiracji, jakich zapewniły Gwiezdne wojny światu, można by wymieniać niemalże w nieskończoność. Niektórzy jawnie się do tych inspiracji przyznawali, twórczość innych zaś po prostu wpisywała się w ramy stylu zerowego, tak zręcznie wykorzystanego przez Lucasa. Nie można jednak mieć wątpliwości co do tego, że gwiezdna saga dosłownie zmieniła świat i do dzisiaj ma na niego ogromny wpływ.



blog comments powered by Disqus