Jak "Gwiezdne wojny" stały się legendą. Część I: Czym objawia się sukces sagi Lucasa?

Autor: osti
Korekta: Damian "Nox" Lesicki
22 września 2015

W tym cyklu felietonów opowiemy o drodze, jaką przebyły Gwiezdne wojny – od szalonego pomysłu na jaki wpadł George Lucas, aż do legendy, którą są w dniu dzisiejszym. Chcielibyśmy przedstawić, jaką drogę przebyło dzieło życia Lucasa, od filmu wzorującego się na mitach i klasycznych szablonach, do odrębnego mitu kultury masowej, samodzielnego bytu, który na różnych płaszczyznach ukształtował i kształtuje nadal całe pokolenia ludzi.        

Kiedy George Lucas szukał wytwórni filmowej gotowej na współpracę przy realizacji Star Wars, nikt nie wróżył mu sukcesu. Większość potencjalnych sponsorów bez wahania odrzucało jego scenariusz – z wyjątkiem będącej wówczas na skraju bankructwa 20th Century Fox. W czasach zimnej wojny oraz tuż po zakończeniu konfliktu w Wietnamie, nikt nie chciał nawet słyszeć o wyprodukowaniu filmu, który w tytule zawierał wyraz "wojna". Tym bardziej, że z założenia miał to być film skierowany również (a nawet przede wszystkim) do młodszych widzów.

Wiele opracowań dotyczących fenomenu Gwiezdnych wojen zaczyna się od stwierdzenia, że nikt – łącznie z samymi twórcami, nie spodziewał się ogromnego sukcesu, jaki przypadł w udziale filmowej sadze. Z perspektywy czasu właśnie ten fakt robi naprawdę wielkie wrażenie. Minęło już przecież prawie 40 lat od premiery pierwszego odsłony Gwiezdnych wojenNowej nadziei, filmu, który na zawsze pozostawił swój ślad we współczesnej kulturze popularnej. Ciężko wyobrazić sobie współczesne kino, gdyby Gwiezdne wojny nigdy nie powstały. Obraz ten na całym świecie szybko stał się czymś więcej niż po prostu hitem kinowym. Za ten ogromny sukces odpowiedzialna jest przede wszystkim jedna osoba – George Lucas, który świadomie korzystając z dorobku kultur wielu narodowości stworzył dzieło ponadczasowe, opierające się na wartościach uniwersalnych.

Wszystko zaczęło się od chęci Lucasa, aby nakręcić prosty film przygodowy, przy którym widzowie po prostu dobrze by się bawili. Lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte były w Hollywood przepełnione przemocą, seksem i cynizmem, co bardzo nie podobało się reżyserowi. Pragnął powrotu starych klasyków, na których wychowało się jego pokolenie. Nikt nie ma dziś wątpliwości, że sztuka ta udała mu się w pełni. Razem ze Stevenem Spielbergiem udało mu się zmienić paradygmat panujący w fabryce snów i stworzyć gatunek nazywany Kinem Nowej Przygody.

Nowa nadzieja, która kilkukrotnie wyświetlana była w kinach, pozostaje do dzisiaj jednym z najbardziej kasowych filmów w dziejach. Od momentu swojego kinowego debiutu, produkty związane z marką Star Wars zarobiły na całym świecie ponad 25 miliardów dolarów. Co ciekawe, większość tej kwoty stanowią dochody nie z samych filmów (które zagarnęły "tylko" ok. 8 miliardów dolarów), a głównie z wszelkiego rodzaju gadżetów – zabawek, figurek, komiksów, książek itp. George Lucas bardzo wcześnie przewidział, że merchandising może przynosić spore zyski, jednak ostateczny efekt z całą pewnością przerósł nawet jego najśmielsze oczekiwania.

Po ogromnym, niespodziewanym sukcesie Nowej nadziei, George Lucas postanowił kontynuować swoje dzieło. Wprawdzie fabuła Gwiezdnych wojen od początku zakładała istnienie wątków zarówno późniejszych jak i wcześniejszych, to Hollywood rządzi się twardymi prawami rynku i nie można było z góry mieć pewność, że uda się nakręcić więcej niż jedną część sagi. Premiery kolejnych epizodów urastały do rangi wielkich wydarzeń filmowych, pierwszy epizod drugiej trylogii – Mroczne widomo był jednym z najbardziej wyczekiwanych filmów XX wieku.

Dziś mówiąc "Gwiezdne wojny" nie mamy już na myśli tylko kilku filmów. Ten fantastyczny świat znajdujący się w odległej galaktyce rozrósł się na niespotykaną nigdzie indziej skalę. Oczywiście trzonem pozostaje stworzona przez Lucasa filmowa opowieść, na którą składa się sześć epizodów. Musimy dodać do tego jednak wszystko, co wchodzi w skład tzw. Rozszerzonego Uniwersum (Expanded Universe) Gwiezdnych wojen: prawie 200 książek, kilkadziesiąt gier video, komiksy oraz seriale i film animowany. Wszystkie one są zespolone w jedną całość, spójne i zgodne z jednym kanonem – postać która ginie, nie pojawia się już w dziełach, które opowiadają wydarzenia późniejsze.

Do tego wszystkiego, na co składa się Expanded Universe doliczyć możemy (a wręcz powinniśmy) niezwykle bogatą i ciągle aktywną – mimo upływu czasu – twórczość fanów, którzy kręcą amatorskie filmy, piszą liczne opowiadania i spotykają się na organizowanych na całym świecie zlotach. Sam George Lucas sprawuje piecze nad corocznym konkursem na najlepszy film stworzony przez sympatyków Gwiezdnych wojen. Fakt, że miłośnicy biorą tak duży udział w tworzeniu świata Star Wars jest naprawdę nietypowy. Oprócz wymienionych wcześniej opowiadań, filmów czy rysunków, fani sami tworzą kostiumy, modele, repliki ekwipunku oraz figurki. Co bardziej oddani fundują sobie tatuaż związany z uniwersum lub stylizują swoje auto czy mieszkanie tak, aby kojarzyło się z pojazdem lub miejscem związanym z kosmiczną sagą.

Jednak co sprawia, że miliony ludzi na całym świecie są tak zafascynowani sagą stworzoną przez Lucasa? Faktem jest, iż Gwiezdne wojny są typowym przedstawicielem współczesnej kultury popularnej, której wszystkie dzieła mają ze sobą wiele wspólnego. Czasami ciężko jest uchwycić "to coś", co powoduje, że jeden twór kultury popularnej odniesie sukces, a inny nie. Jednym z pierwszych autorów, którzy przyjrzeli się bliżej strukturze tego typu opowieści był Umberto Eco. Ten popularny włoski intelektualista i semiolog (oraz popularny pisarz), na podstawie twórczości Iana Fleminga traktującej o przygodach agenta 007, ukazał nam niezmienne reguły rządzące narracją strukturalną wspomnianych powieści. Reguły te stanowić mają gwarancję masowego sukcesu, gdyż trafiają zarówno do "przeciętnego Kowalskiego", jak i bardziej wyrafinowanego odbiorcy. Eco zauważa, iż historie o Bondzie oparte są o niezmienną strukturę przenikającą wszystkie powieści. Struktura ta składa się z serii opozycji, gdzie zestawiane są naprzeciwko siebie różne postacie, ideologie oraz wartości. Wkrótce zobaczymy, że bardzo podobnie Lucas skonstruował wszystkie części Gwiezdnych wojen, konfrontując w kolejnych Epizodach Luke’a i Vadera, Republikę i Imperium, Anakina i Obi-Wana. Struktura każdej części Star Wars zbudowana jest według podobnego schematu. Eco pokazuje nam, że kluczowe fragmenty fabuły pozostają niezmienne, dzięki czemu odbiorca ciągle ma do czynienia z tym, co zdążył już poznać i polubić. Warto zapamiętać tą myśl, gdyż towarzyszy nam ona niemalże przy każdej próbie zrozumienia sukcesu kultury popularnej lub masowej.

Jak zatem pojmować Gwiezdne wojny? Dla przeciętnego odbiorcy są zwyczajnym dziełem filmowym z gatunku science fiction z elementami fantasy. Jest to zręcznie opowiedziana historia, lekkostrawna przygoda, świetna zabawa dla dużych i małych. Większość widzów nie doszukuje się tutaj głębszej treści. "Bo i po co?" – można by zapytać. Jednak stosunkowo szybko krytycy filmowi odkryli w Gwiezdnych wojnach poza warstwami naukowymi i artystycznymi także tę głębszą stronę – mitologiczną. Zresztą sam sprawca tego całego zamieszania – George Lucas, nie ukrywa, że podczas tworzenia kosmicznej historii, bardzo duży wpływ na niego miały dzieła jednego z najbardziej znanych i cenionych mitoznawców, Josepha Campbella. Pozycją kluczową stała się jego książka pt. Bohater o tysiącu twarzy.

Mitologiczną stronę Star Wars możemy rozumieć na dwojaki sposób. Przede wszystkim fabuła opiera się na sprawdzonych wzorcach, powszechnie znanych i rozumianych symbolach oraz alegoriach. Można wręcz stwierdzić, że została napisana według ściśle opracowanego klucza. To doprowadziło do przekształcenia się opowiedzianej historii w samodzielnie funkcjonującą w świadomości ludzi legendę. I tutaj mamy do czynienia z drugą stroną medalu, jakim jest ów mitologiczny charakter Gwiezdnych wojen. Nie każdy obejrzał wszystkie epizody sagi, wielu ludzi nie widziało żadnej z części, ale każdy z nas słyszał choćby raz o takich postaciach jak Luke Skywalker, Lord Vader czy Mistrz Yoda. Wszyscy kojarzymy charakterystyczne napisy początkowe, genialną muzykę skomponowaną przez Johna Williamsa, nieobce jest nam powiedzenie "Niech Moc będzie z tobą". Choć nie każdy widział kultową scenę, to źródło dramatycznego wyznania: "Luke, jestem twoim ojcem", jest powszechnie znane. Nawet bez szczegółowego zagłębiania się w temat wiemy więc na pewno, że Gwiezdne wojny funkcjonują w naszej zbiorowej świadomości, bardzo często nie tylko jako film. Ale czy to wystarczy, abyśmy mogli nazwać je prawdziwym współczesnym mitem?

Na licznych forach internetowych poświęconych wyłącznie Gwiezdnym wojnom toczą się rozmowy nie tylko na tematy stricte związane z filmami serii, ale także dysputy filozoficzne i dyskusje na temat wprowadzania zasad Jedi do prawdziwego życia (!). Nierzadko zdarzało się, że w czasie powszechnego spisu ludności (m.in. w Wielkiej Brytanii, Australii i Republice Czeskiej) w rubryce "wyznanie" ludzie wpisywali "Jedi" lub też "Jedizm". Trudno powiedzieć, czy traktować to jako żart, czy też bardzo poważne podejście do swojego zainteresowania Gwiezdnymi wojnami. Możemy wymienić co najmniej kilka tytułów, które podobnie jak Gwiezdne wojny wryły się w świadomość masową – Władca Pierścieni, filmy o Jamesie Bondzie, Harry Potter, Ojciec Chrzestny, Indiana Jones, Terminator, czy względnie Piraci z Karaibów. Wszystkie te tytuły (jak i wiele innych) zapisały się w historii rozrywki nie tylko świetnymi wynikami finansowymi. Wniosły do kultury masowej takie rzeczy jak kultowe kreacje aktorskie (genialny Marlon Brando w roli Dona Corleone, Arnold Schwarzeneger jako nieustępliwy i zabójczy Terminator, przezabawny Johnny Depp w Piratach z Karaibów czy Harrison Ford, który stworzył dla nas nieśmiertelnego Indianę Jonesa), niezapomniane kwestie ("Nazywam się Bond, James Bond", "Jeszcze tu wrócę", "Hasta la Vista baby", "Złożę mu propozycję nie do odrzucenia") czy uwielbiane motywy muzyczne (znane często nawet osobom, które danego filmu nie widziały). Nie trzeba chyba dodawać, że Gwiezdne wojny również posiadają każdy z tych elementów.

Mogą jednak pochwalić się dodatkowo prężnie działającą sceną fanowską – choć amatorzy Harry’ego Pottera czy wykreowanego przez J.R.R. Tolkiena świata Śródziemia również organizują zloty i tworzą własne dzieła, inspirowane przygodami ulubionych bohaterów, to aktywność ta nigdy nie osiągnęła skali porównywalnej z konwentami Star Wars. Twórczość fanów Gwiezdnych wojen jest zakrojona na naprawdę szeroką skalę, bywa zabawna, zaskakująca i czasem wzruszająca. Istnieją liczne serwisy internetowe, które na przestrzeni lat gromadzą najciekawsze materiały związane z działalnością miłośników kosmicznej sagi, do najpopularniejszych z nich należy działający od 1998 roku portal fanfiction.net.

Pamiętajmy, że historia Gwiezdnych wojen jeszcze się nie zakończyła. W 35 lat od daty premiery Nowej nadziei, w wieku prawie 70 lat, George Lucas sprzedał swoją firmę – Lucasfilm, wraz z wszelkimi prawami do marki. Operacji tej zawdzięcza dodatkowe 4 miliardy dolarów na koncie. Do prac nad kolejną trylogią w uniwersum Star Wars przystąpili m.in. odtwórcy głównych ról w starych epizodach: Mark Hamil, Harrison Ford i Carrie Fisher, którzy po raz kolejny wcielą się w Luke’a Skywalkera, Hana Solo i księżniczkę Leię.

To fascynujące, w jaki sposób film z gatunku science fiction stał się tak popularny i zyskał tak liczne grono fanów.



blog comments powered by Disqus